Ukraina: akcja “lokalizacja”

76

Nad Dnieprem od dłuższego czasu głowią się jak poradzić sobie z postępującym spadkiem produkcji przemysłowej. Jednym z pomysłów, oprotestowanych przez Unię Europejską, jest zmuszenie zagranicznych firm, chcących uczestniczyć w zamówieniach publicznych, do lokalizacji części produkcji na Ukrainie.

W sierpniu produkcja przemysłowa Ukrainy była o 5,3 proc. niższa niż w 2019 r., a spadkowa tendencja się nasila – w lipcu wynosiła -4,2 proc. rdr poinformowała Państwowa Służba Statystyki Ukrstat.

W przemyśle przetwórczym spadek rdr sięgnął 7,7 proc. Dobrze miał się sektor wydobywczy – tam spadek był nieznaczny i wyniósł zaledwie 0,1 proc. W sumie w okresie styczeń – sierpień produkcja przemysłowa spadła w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku o 7,3 proc.

Przez lata niepodległości Ukraina straciła potencjał przemysłowy, naukowy i innowacyjny wyniesiony z czasów ZSRR, kiedy była jednym z głównych technologicznych centrów Kraju Rad. „Społeczeństwo ukraińskie jest bardzo podzielone. Jednym z powodów jest poczucie niesprawiedliwości społecznej, bo 90 proc. krajowego bogactwa pracuje na rzecz 1 proc. populacji. Mieliśmy możliwość stworzenia modelu klasterowego rozwoju gospodarczego. Tymczasem z kraju, który produkował samoloty i rakiety zamieniliśmy się w kraj eksportujący kukurydzę, olej słonecznikowy i rudę żelaza. Stąd bierze się ekonomiczna bieda i niewolnictwo, ludzie żyją od pierwszego do pierwszego. No i ta szalona wręcz emigracja zarobkowa” – opisuje sytuację ekonomista Ołeksij Kuszcz z Instytutu Growford.

Remedium

Jednym z pomysłów na odwrócenie niekorzystnego trendu jest przegłosowana w lipcu w pierwszym czytaniu ustawa o lokalizacji produkcji. Zgodnie z nią, od 1 stycznia 2021 r., przez 10 lat obowiązywałby spis wyrobów, których nabycie poprzez zamówienia publiczne byłoby możliwe wyłącznie, jeśli odpowiednia część ich produkcji jest zlokalizowana na terenie Ukrainy. Lista produktów ma być ustalana przez rządowy organ odpowiedzialny za „politykę w sferze zamówień publicznych”.

Przemysł odpowiada za 79,3 proc. eksportu, a jest w nim dokonywana 1/4 inwestycji zagranicznych.

Jak zauważają autorzy ustawy, liczący prawie 41 tys. przedsiębiorstw kompleks przemysłowy zajmuje jedno z czołowych miejsc w ukraińskiej gospodarce, dostarczając jednej trzeciej PKB i dając zatrudnienie 14,8 proc. pracowników. Przemysł odpowiada za 79,3 proc. eksportu towarowego, jest w nim dokonywanych niemal 52 proc. inwestycji , w tym jedna czwarta wszystkich inwestycji zagranicznych.

Ale sektor przeżywa kryzys. Struktura ukraińskiej gospodarki coraz bardziej zmierza w kierunku mniej produktywnego i prostszego technologicznie rolnictwa, podczas gdy wysokotechnologiczne gałęzie przemysłu ograniczają swoją działalność. W ciągu ostatniej dekady udział przemysłu w PKB zmalał z 25,9 proc. do 22,2 proc., w tym samym czasie udział rolnictwa wzrósł z 7,1 proc. do 10,5 proc.. To wyraźna tendencja deindustrializacyjna połączona z agraryzacją gospodarki.

Znajduje to odzwierciedlenie także w strukturze eksportu, bo udział przemysłu radykalnie spada. Stagnacja produkcyjno-eksportowa pogłębia problemy z bilansem płatniczym i podcina fundament kursowej i makroekonomicznej stabilności.

Ukraiński przemysł doznał bolesnej degradacji – zamiast samochodów produkuje świece do zapłonu, zamiast samolotów turbiny do silników lotniczych, zamiast taboru kolejowego części zamienne do wagonów i lokomotyw. Tych procesów nie da się wytłumaczyć czynnikami sezonowymi czy sytuacyjnymi. Mają charakter systemowy.

Ustawa o lokalizacji ma to zmienić. Autorzy przekonują, że pozwoli wykorzystać mechanizm zamówień publicznych do stymulowania rozwoju rodzimego przemysłu Twierdzą, że podobny mechanizm jest wykorzystywany przez wiele rządów.

Co wolno wojewodzie

Twórcy ustawy podają jako przykład kraje Unii Europejskiej, w których na podstawie dyrektywy 2014/25/EU stosowane są praktyki obowiązkowej lokalizacji produkcji w takich dziedzinach jak wodociągi, dostarczanie gazu, transport miejski, świadczenie usług pocztowych. I piszą, że „Odpowiednio do postanowień dyrektywy państwowy nabywca ma prawo odrzucić ofertę uczestnika przetargu, jeśli produkcja albo usługi, których dotyczy oferta, zawierają mniej niż 50 proc. składowych pochodzących z krajów UE”.

Podobnie jest za Oceanem – Kongres USA w 2009 r. włączył do American Recovery and Reinvestment Act pochodząca z 1933 r. ustawę Buy American Act, zgodnie z którą w zamówieniach publicznych na prace budowlane oferent jest zobowiązany wykorzystywać stal i inne produkty wytworzone na terenie USA, a instytucje państwowe są zobowiązane do udzielania preferencji oferentom z 40-80 proc. udziałem krajowym.

Według Unii Europejskiej projekt ustawy jest sprzeczny z umową o stowarzyszeniu.

Ale to Unia Europejska protestuje przeciwko tej ustawie. „Projekt ustawy jest sprzeczny z umową o stowarzyszeniu, sprzeczny z ogólną umową o preferencjach WTO i – o ile wiem – sprzeczny z innymi międzynarodowymi zobowiązaniami Ukrainy. Nasze przesłanie jest jasne. Nie należy stosować środków, które są sprzeczne z międzynarodowymi zobowiązaniami” – komentował ambasador UE na Ukrainie Matti Maasikas.

„Kwestia uwzględniania w procesie zamówień publicznych kryteriów pozacenowych, w szczególności kryterium lokalizacji części produkcji na terytorium Ukrainy, jest i pozostaje przedmiotem konsultacji między Ukrainą i UE oraz innymi partnerami handlowymi” – odpowiedziało biuro wicepremiera odpowiedzialnego za integrację europejską. W oświadczeniu pojawiła się także informacja o opracowaniu przez rząd pilotażowego programu, który pozwoli sprawdzić czy regulowanie zamówień publicznych za pomocą kryteriów pozacenowych da ukraińskiemu przemysłowi oczekiwany przez rezultat

Swoje niepotrzebne?

„Na razie zamiast troszczyć się o rodzimych producentów rząd faworyzuje zagraniczną konkurencję” – twierdzi Aleksander Sokołowski ze Stowarzyszenia Ukraińskich Przedsiębiorców podając przykład sytuacji ukraińskich zakładów produkujących sprzęt dla straży pożarnej.

Zakłady „Pożmaszyna” w Pryłukach zatrudniają 600 osób i są głównym dostawcą sprzętu przeciwpożarowego na rynek ukraiński, który jest odbiorcą 90 proc. ich produkcji. Tymczasem Ministerstwo Nadzwyczajnych Sytuacji, któremu podlega straż pożarna będąca głównym odbiorcą fabryki, zaciągnęło w Austrii objęty gwarancjami rządowymi kredyt w wysokości 250 mln euro. Zgodnie z umową linia kredytowa będzie otwarta 10 lat, a środki z niej mają być wykorzystywane na zakup techniki pożarniczej od austriackich producentów, którzy na dostawę będą mieli 5 lat od momentu zamówienia.

Jak wylicza Sokołowski ta kwota wystarcza na zakup techniki zabezpieczającej potrzeby Ukrainy na 10 lat. Oznacza to, że innej techniki niż austriacka nikt nad Dnieprem kupować nie będzie, a to w konsekwencji doprowadzi do likwidacji dobrze radzącej sobie firmy krajowej.

Sokołowski twierdzi, że przez pięć lat austriackie przedsiębiorstwo będzie zabezpieczone zamówieniami, przedpłatą i gwarantowanym zamówieniem na 250 mln euro. Jego zdaniem zakup analogicznej pod wszystkimi parametrami techniki na Ukrainie kosztowałby dwa razy taniej. Nie mówiąc już o kosztach serwisowych.

Podkreśla, że ukraińscy podatnicy będą spłacać kredyt przez 10 lat i w tym czasie nie będzie innych zakupów techniki pożarniczej na Ukrainie, bo ten zabezpiecza całość potrzeb Ministerstwa Nadzwyczajnych Sytuacji. „Bez pracy zostanie nie tylko 600 wysokokwalifikowanych specjalistów, ale także wielu z 5000 pracowników dostawców „Pożmaszyny”. Wysokotechnologiczna produkcja pożarno-ratowniczej techniki, a to cały kierunek w przemyśle maszynowym, będzie zniszczona” – podsumowuje Sokołowski.

Zamiast dbać o rodzimych producentów Ukraina wspiera rosyjską gospodarkę. Jak się niedawno okazało w latach 2016-2019 z Rosji nad Dniepr sprowadzono aż 18 tys. wagonów kolejowych.

Skutek dla ukraińskiej gospodarki jest taki, że liczba firm zajmujących się produkcją taboru sukcesywnie spada – w 2019 r. było ich 12, teraz zaledwie 7, a zamówienia ma jedynie 5. Tymczasem, jak przekonują reprezentanci branży, przy dobrze prowadzonej polityce gospodarczej w perspektywie pięciu lat mogłaby dać 14,8 tys. nowych miejsc pracy i nawet 2,6 proc. wzrostu PKB.

Michał Kozak, “Obserwator Finansowy”

Otwarta licencja