Przedwojenny polski oficer sowieckim komsomolcem, czyli rodzinna historia ukraińskiego nacjonalisty

551

Ihor Mosijczuk, to postać w ukraińskiej polityce barwna i znana nie od dziś. Nacjonalista z UNA – UNSO i Swobody, były zastępca dowódcy batalionu “Azow” w 2014 r. został deputowanym ukraińskiego parlamentu z listy Radykalnej Partii Ljaszka obsługującej interesy donieckiego oligarchy Rinata Achmetowa. Z okazji świąt postanowił podzielić się rodzinną historią. Wyszło dość dziwnie i zaskakująco.

Mosijczuk opisuje losy swojej babci Melanii – Małanki, między innymi historię jej miłości i ślubu z dziadkiem Petrem. “Piękny młodzieniec Petro rozkochał w sobie babcię, a może to ona go rozkochała w sobie. Teraz to już nieważne, bo razem przeżyli ponad 50 lat. Ale w tamtym czasie pradziad Semen był kategorycznie przeciwko temu ślubowi, bo Petro był komsomolcem i zamierzał zostać komunistą, a dla pradziadka to były rzeczy nie do przyjęcia.” – pisze Ihor Mosijczuk. “Nie wiem jak tam Małanka przekonywała ojca, ale ślub się niebawem odbył. Później Petro stał się ulubionym zięciem pradziadka, a po jego śmierci sam zaczął odchodzić od komunizmu i komunistów, pod koniec życia przekształcając się w zapiekłego antykomunistę. W przededniu II wojny światowej dziadka powołano do Armii Czerwonej. Długich pięć lat w tym pod okupacją babcia czekała na dziadka”.

Wszystko to odbywać się miało w Łubniach na Połtawszczyźnie, w sowieckiej przedwojennej Ukrainie.

Swój wpis Ihor Mosijczuk zilustrował zdjęciem swojej babci z dziadkiem Petrem… w mundurze galowym przedwojennego polskiego oficera – porucznika.

W komentarzach do swojego wpisu Ihor Mosijczuk na pytania co to za mundur odpowiada swoim czytelnikom, że jego dziadek na zdjęciu jest w polskim mundurze. Jakim cudem przedwojenny polski oficer w rodzinnej wersji historii stał się przedwojennym sowieckim komunistą z Łubniów na Połtawszczyźnie powołanym do sowieckiej armii tego ukraiński polityk już niestety nie wyjaśnia.