Kac po Krymie

723
Zagarnięcie Krymu przez Rosję wywołało na zajętym terenie ciąg katastrofalnych skutków ekonomicznych, stawiając Kreml przed problemami nie do rozwiązania. Gospodarcza rzeczywistość na każdym kroku pokazuje, że we współczesnym zglobalizowanym świecie myślenie y XIX wieku po prostu się nie opłaca.

W minionych stuleciach oderwanie kawałka terytorium sąsiada, jeśli nie towarzyszyła temu wojenna zawierucha i ruina nie odbijało się szczególnie źle na sytuacji ekonomicznej mieszkańców anektowanych obszarów. Podstawowe potrzeby zaspokajali bowiem miejscowi producenci i wystarczały więzi kooperacyjne o zasięgu lokalnym.

XXI wiek to jednak era nie lokalnych, ale międzyregionalnych i globalnych powiązań ekonomicznych, których naruszenie jak okazało się na przykładzie Krymu prowadzi do prawdziwej gospodarczej katastrofy.

Czasy trudnego pieniądza

Okupowany przez Rosję półwysep jeden po drugim opuściły kolejne banki ukraińskie i europejskie. Przed aneksją na Krymie działały filie około 80 banków ukraińskich i międzynarodowych i jedynie dwa banki lokalne – Bank Morski i Czarnomorski Bank Odbudowy i Rozwoju.

Już w połowie marca wszystkie swoje krymskie oddziały – w sumie było ich blisko 300 – zamknął największy na Ukrainie bank prywatny – Privat Bank. Kijowska centrala odłączyła też działąjące w krymskich sklepach i punktach usługowych terminale od swojej sieci. W efekcie całkowicie zablokowany został obrót bezgotówkowy w handlu detalicznym.

W ciągu zaledwie kilku tygodni w jego ślady poszły pozostałe banki ukraińskie i międzynarodowe. Najdłużej spośród „europejczyków”, bo do 17 kwietnia utrzymał się węgierski OTP Bank, ale i on zdecydował w końcu o zamknięciu wszystkich swoich krymskich oddziałów. Setki tysięcy mieszkańców Krymu straciły dostęp do środków ulokowanych na kontach, a chcących odzyskać swoje pieniądze witają wywieszone na drzwiach likwidowanych oddziałów zaproszenia do odwiedzenia placówek działających w odległym o 300 km, położonym w kontynentalnej części Ukrainy obwodowym Chersonie. Gigantycznym problemem na połwyspie jest dziś nawet wydobycie pieniędzy przesyłanych za pomocą międzynarodowych systemów rozliczeniowych takich jak Western Union.

Co gorsza, wbrew wcześniejszym zapowiedziom rosyjskie banki obawiając się sankcji Zachodu wcale nie śpieszą się z wchodzeniem na opustoszały rynek. Chcąc wykazać się przed rządem organizują co prawda swoje oddziały, ale bardzo często są to jedynie bankowe „wsie potiomkinowskie”. Potencjalnych klientów witają ogłoszenia na drzwiach mówiące o „chwilowym zawieszeniu pracy z powodów technicznych”.

W efekcie krymska codzienność drugiej dekady XXI wieku, to poszukiwanie działającego bankomatu czy odziału bankowego, wystawanie w kilometrowych kolejkach do nielicznych oddziałów i absolutna niemożliwość korzystania z kart płatniczych. Gotówka stała się towarem deficytowym. Przed aneksją na półwyspie tętniącym życiem działało około tysiąca oddziałów bankowych. Obecnie pozostało ich kilkadziesiąt, a obsłużyć muszą łącznie z Sewastopolem w sumie 2,8 mln mieszkańców.

Emeryci i młode matki za burtą

Największą grupę wśród zwolenników przyłączenia Krymu do Rosji stanowili emeryci, którym przed marcowym pseudoreferendum władze zbuntowanej prowincji obiecały podwyżkę emerytur o 100 proc. natychmiast po formalnym zatwierdzeniu aneksji. W 2013 r. w Autonomicznej Republice Krymu mieszkało 620 tys. emerytów, a w Sewastopolu kolejnych 120 tys. I to oni jako pierwsi stali się jej ekonomiczną ofiarą. Na spełnienie obietnic podniesienia poziomu życia przyjdzie im poczekać Koszty utrzymania rosną tymczasem dnia na dzień.

– Na podwyżkę będą mogli liczyć dopiero na początku przyszłego roku. Grafik waloryzacji musi zostać sporządzony tak, żeby nie wywołać wzrostu inflacji – zapowiedział na początku kwietnia rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew.

Oświadczenia rosyjskich władz tak zmroziły najbardziej lojalną wobec nich grupę mieszkańców Krymu – marzących o ZSRR emerytach, że ostatecznie zdecydowano się na stopniowe podniesienie świadczeń. Od kwietnia co miesiąc mają być podnoszone o kolejne 25 proc. podstawy, za którą przyjęto ukrainską ich wysokość tak, by w lipcu emeryci otrzymali już obiecywaną im dwukrotność ich ukraińskich świadczeń.

Finansowy ciężar, jaki będzie musiał udźwignąć rosyjski budżet w związku z wypłatami świadczeń i tak będzie ogromny. Do końca roku trzeba będzie wydać na ten cel 36 mld rubli, czyli około miliarda dolarów nie mających pokrycia w rosyjskim systemie emerytalnym.

Stopniowa waloryzacja nie poprawiła jednak samopoczucia krymskich emerytów – ceny w sklepach rosną znacznie szybciej niż świadczenia. Rosja zablokowała dostawy towarów z kontynentalnej Ukrainy, a dostarczane w niewielkich ilościach zamienniki rosyjskie są przeciętnie dwukrotnie droższe. By jakoś zaradzić sytuacji na początku mają powołane przez Kreml ministerstwo do spraw Krymu zapowiedziało wydawanie dla „potrzebujących wsparcia” mieszkańców półwyspu talonów na produkty pierwszej potrzeby.

Za aneksję Krymu przez Rosję zapłacą i to sporo młode matki z półwyspu, jakim za urodzenie dziecka przysługuje „becikowe”. Ukraińskie „becikowe” za pierwsze dziecko wynosi dziś 31 tys. hrywien, za drugie – 62 tys. hrywien, a za trzecie i kolejne po 124 tys. hrywien. W Rosji „becikowe” zależy od zarobków matki przed urodzeniem dziecka i waha się od 25,5 tys rubli czyli 6800 hrywien do 207 tys. rubli czyli 55 tys. hrywien. Kobietom, które przed pójściem na urlop macierzyński pracowały mniej niż pół roku przysługje tylko śladowa wypłata 5,5 tys. rubli, czyli niespełna 1500 hrywien. Bezrobotne matki na żadne wypłaty z rosyjskiego budżetu liczyć nie mogą.

Liczba urodzin wyniosła w zeszłym roku według danych Państwowej Służby Statystyki Ukrainy w Autonomicznej Republice Krymu 24 tys., a w Sewastopolu 4,5 tys. co przy minimalnym progu wydatków stanowi 880 mln hrywien, czyli ok. 80 mln dolarów. Biorąc pod uwagę, że większość mieszkańców Krymu i Sewastopola pracuje w szarej strefie oficjalnie figurując jako bezrobotni na zmianie ukraińskich standardów na rosyjskie Kreml może uciułać kilkadziesiąt milionów dolarów.

A żywność drożeje i drożeć będzie. Po pierwsze dlatego że ceny na Krymie z poziomu ukraińskiego będą siłą rzeczy dobjać do dwu- a nawet trzykrotnie wyższego poziomu rosyjskiego. Po drugie z powodu ograniczonych możliwości dostaw.

Mianowane przez Kreml rosyjskie „władze” Krymu praktycznie zablokowały ruch towarowy na lądowej granicy z kontynentalną Ukrainą, a zdecydowana większość towarów dociera na półwysep drogą morską z Rosji. Obecnie pływające promy pozwalaja na 25 rejsów dziennie, za kilka tygodni liczba rejsów ma się zwiększyć do 33 dziennie, a w planach jest rozbudowa przeprawy promowej tak, by mogła ona realizować około 60 rejsów dziennie. Tyle tylko, że to kropla w morzu potrzeb – prom może zabrać jednorazowo na pokład maksymalnie dwa duże pojazdy samochodowe – ciężarówki lub autobusy. Przewiezienie większej ilości towarów skutkować musi zmniejszeniem ruchu osobowego i na odwrót.

Nie ma wody na półwyspie

Przed kolosalnymi problemami stanęło krymskie rolnictwo, dla którego za czasów radzieckiej Ukrainy wybudowano kanał Północno-krymski dostarczający wodę z wybudowanego na Dnieprze zbiornika Kachowskiego. Eksperci już prognozują, że po raz kolejny rosyjski podbój Krymu, tak jak to było pod koniec XVIII wieku, zakończy się ruiną i spustoszeniem gospodarczym półwyspu. Wielkim połaciom terenu przekształconym pod rządami najpierw sowieckiej, a potem niepodległej Ukrainy w pełnowartościowe obszary rolnicze grozi wkrótce spustynnienie.

Mianowane przez Kreml władze Krymu jeszcze w marcu przestały płacić za dostarczaną z północy ukraińską wodę, co zaowocowało oskarżeniami o kradzież. Kiedy kolejne wezwania do uregulowania sytuacji kierowane przez Kijów nie przyniosły rezultatu, nastąpiło radykalne ograniczenie dostaw, w następstwie czego przerwane zostało nawadnianie pól. W efekcie już można się pożegnać z tegorocznymi zbiorami ryżu, którego zasiewy sięgały na półwyspie 14 tys. hektarów – przyznało na początku maja ministerstwo rolnictwa anektowanego przez Rosję Krymu, dodając że pod wielkim znakiem zapytania są też zbiory soi i kukurydzy.

Równolegle w Moskwie rzucono pomysł zmiany na Krymie rodzaju upraw rolnych na wymagajace mniejszej ilości wody. Zdaniem kremlowskich urzędnków zamiast ryżu z powodzeniem uprawianego w stepowej – północnej części pólwyspu tamtejsi rolnicy mieliby założyć winnice. O tym w jaki sposób winorośl miałaby się utrzymać na spalonym słońcem stepie, nie mówiąc już o przynoszeniu jakichkolwiek plonów, urzędnicy milczą.

Eksperci rolniczy tymczasem alarmują, że bez regularnego nawadniania zamienione w pola uprawne połacie stepowej części Krymu w ciągu paru lat wróca do stanu pierwotnego – zasolonego stepu, na jakim z trudem rośnie nawet trawa.

Co gorsza, wody zabraknie i dla odbiorców indywidualnych. Krymscy urzędnicy już przekonują że norma 100 litrów na osobę obowiązująca dziś to zbyt wiele, a mieszkańcy podbitej przez Rosję prowincji Ukrainy powinni ograniczać zużycie wody. Ich zdaniem 50 litrów na dobę na jedną osobę powinno mieszkańcom w zupełności wystarczyć.

Chcąc uwolnić się od  zależności od wody dostarczanej kanałem Północno–krymskim z Dniepru rosyjski rząd miota się w poszukiwaniu innych możliwości. Podczas kwietniowej wizyty Dmitrija Miedwiediewa w Symferopolu padł pomysł by zastąpić ją wodą wydobywaną z głebinowych pokładów. O tym, że Krym jest strefą aktywną sejsmicznie i wypompowywanie gigantycznych ilości wody może spowodować katastrofę rosyjscy urzędnicy zapomnieli.

Fatalnie wygląda też bilans energetyczny oderwanego od macierzy Krymu. Półwysep bez liczonych w miliardach dolarów inwestycji w nowe siłownie jest prawie całkowicie zależny od ukraińskich dostawców energii. Pod koniec marca wystarczyła jedna awaria sieci przesyłowej w kontynentalnej części Ukrainy żeby na dwa dni w ciemnościach pogrążyła się połowa półwyspu.

Minister energetyki Federacji Rosyjskiej Andriej Nowak potwierdził, że jego kraj chce porozumieć się z Ukrainą w sprawie dostaw energii elektrycznej na półwysep po cenach rynkowych.

– Rozmowy dotyczą kwot 85-90 dolarów za megawat. To będą zwyczajne operacje eksportowo-importowe, które pozwolą importować energię elektryczną i odpowiednio opłacac ją po cenach rynkowych – zapowiedział minister.

Ze strony rosyjskiej stroną kontraktu miałaby być spółka Inter RAO. Jednocześnie rosyjskie ministerstwo przyznało, że w ślad za rynkowymi cenami zakupu ukraińskiej energii pójdzie i podniesienie cen dla odbiorców indywidualnych – rosyjski rząd w przeciwieństwie do ukraińskich władz nie zamierza wspierać ich swoimi dotacjami.

Krymska mission impossible biznesu

Czarne chmury nadciągnęły także nad krymskich przedsiębiorców. Nowi włodarze Krymu już otwarcie zaczęli odbierać im przedsiębiorstwa i biznesy. Na pierwszy ogień idą pensjonaty ulokowane w najbardziej atrakcyjnych miejscach. Jak to wygląda w praktyce relacjonował w kwietniu portalowi Gazeta.ua przedsiębiorca Jurij Bielikow jaki w Sewastopolu nad brzegiem morza miał dwa niewielkie pensjonaty. „Trudno mi powiedzieć, co to za ludzie. Myślę że Rosjanie. Wieczorem do mojego budynku podeszło czterech mężczyzn. Zapytali czyje te hotele w pierwszej linii od morza. Powiedziałem, że moje i poszedłem po dokumenty za ziemię ale oni nawet na nie nie spojrzeli. Odpowiedzieli, że teraz to są ich budynki i jeśli chcę żyć to muszę wyjechać z Sewastopola”.

By jakoś zalegalizować proceder odbierania atrakcyjnych nieruchomości mianowany przez Kreml gubernator Sewastopola nakazał kontrolę wszystkich prowadzonych w mieście inwestycji budowlanych zapowiadając odbieranie terenu „tam gdzie zostaną wykryte naruszenia”. Może to dotyczyć – jak wskazuje krymska praktyka – może to dotyczyć każdej inwestycji, wszędzie tam, gdzie na dany teren znajdzie się nowy chętny. W ślad za Sewastopolem poszły i nowe władze Krymu na początku maja zapowiadając „gruntowna kontrolę” dokumentacji budynków stojących wzdłuż wybrzeża w tzw. pierwszej linii, czyli z widokiem na morze.

Przedsiębiorcy mogą domagać się rekompensaty od Rosji, muszą informować ukraińskie władze o tym, że dokonano przestępstwa. Wtedy ich straty będzie można doliczyć do ogólnej sumy kompensacji za okupację Krymu. Szybkich rozwiązań tu jednak nie ma. Każdy musi sam zdecydować co dla niego ważniejsze – własne życie czy biznes – komentował sytuację w której po aneksji znalazł sie biznes działający na półwyspie ekonomista Borys Kuszniruk.

Przed problemami stanęli nawet krymscy rybacy. Wydawało by się, że na otoczonym niemal całkowicie przez morza Azowskie i Czarne Krymie czego jak czego, ale ryb nie może zabraknąć. Jednak zabrakło. Flotylla kutrów rybackich z Kerczu na wschodnim krańcu Krymu nie może już kolejny tydzień wypłynąć na połowy bo rosyjski nadzór nie zdecydował czy i na jakich warunkach ukraińscy jeszcze do wczoraj, a dziś „rosyjscy” rybacy mogą korzystać z akwenów zajętych wraz z półwyspem.

Działalność na Krymie przerwał zamykając swoje bary w Symferopolu, Sewastopolu i Jałcie amerykański McDonald’s. Decyzję szefowie firmy określili mianem „tymczasowej” jednak nie ma większych wątpliwości, że jej faktyczną podstawą była chęć uniknięcia kłopotów tak na Ukrainie, jak i w USA, a „tymczasowość” oznacza moment, w którym Rosja zwróci Krym Ukrainie. Pracownikom zaproponowano przejście do pracy w barach na terenie kontynentalnej Ukrainy z zachowaniem ich stanowisk służbowych, opłatą kosztów przeprowadzki pracowników i członków ich rodzin oraz pokryciem trzymiesięcznych kosztów wynajmu mieszkania na nowym miejscu pracy.

Co prawda samozwańcze władze Krymu niemal od razu ogłosiły, że odejście McDonald’s z rynku nie stanowi problemu, bo na miejsce firmy chce wejść jej konkurent Burger King, a szefowie rosyjskiego oddziału to potwierdzili, jednak równocześnie zaznaczyli że są gotowi rozpocząć działalnośc na Krymie dopiero w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Im mniej mieszkańców tym korzystniejszy z punktu widzenia Kremla bilans energetyczny i wodny, a tym samym brak konieczności długotrwałych i kosztownych, a przy tym nie mających szans na zwrot nakładów inwestycji w budowę nowych elektrowni. I możliwość oparcia się na mizernych, ale za to lokalnych zasobach wodnych.

O tym, że taki scenariusz na Kremlu jest poważnie rozważany świadczyć może fakt, że w ślad za ogłoszoną pod koniec marca zapowiedzią deportacji osób niezameldowanych na Krymie wstrzymano przyjmowanie od mieszkańców półwyspu wniosków o wydanie rosyjskiego paszportu jaki m.in. potwierdzałby krymskie zameldowanie. Mieszkańcom Krymu, którzy zdążyli takie wnioski złożyć wydawane są natomiast paszporty z meldunkami z rosyjskiego Dalekiego Wschodu. Coraz częściej pojawiają się też pomysły ponownej deportacji rdzennego narodu Krymu – trzystutysięcznej rzeszy Tatarów.

Inna rzecz, że do opuszczenia tętniącego jeszcze do niedawna życiem, a dziś więdnącego w oczach Krymu wystarczająco zachęca sama katastrofalna sytuacja gospodarcza. O dramatycznym odpływie pracowników już informują działające na półwyspie firmy budowlane. Zastój na rynku nieruchomości, brak obiecywanych inwestycji w sektor turystyczny napędzający i krymską budowlankę w połączeniu z narastającą drożyzną sprawiły, że rzesze robotników budowlanych i kadry inżynierskiej bez specyficznych urzędowych „zachęt” już poszukały szczęścia poza strefą okupowaną przez Rosję.

Pomimo robienia przez Kreml dobrej miny problemy z krymską gospodarką coraz trudniej ukrywać. Na początku kwietnia próbując zwrócić uwagę rosyjskiego premiera Dmitrija Miedwiediewa, który wizytował zaanektowany Krym zablokowali w centrum stolicy republiki – Symferopolu strajkujący pracownicy miejskich trolejbusów. Protestowali, gdyż nie otrzymali wypłat zarobków. W tym samym czasie dwudniowy strajk przeprowadzili tramwajarze w Eupatorii na zachodnim wybrzeżu.

Efekty aneksji dla gospodarki regionu widoczne są gołym okiem. Popularne w Symferopolu rozlepiane na klatkach schodowych co miesiąc plansze z reklamami lokalnych firm miesiąc po opanowaniu półwyspu przez Rosje zmniejszyły się o połowę i reklamują już głównie wyprzedaże. I coraz częściej pojawiają się głosy, że anektując Krym Wladimir Putin znalazł się w sytuacji właściciela walizki bez rączki, której z jednej strony nie ma jak nieść, a równocześnie trudno porzucić.

Michał Kozak, ObserwatorFinansowy.pl

Otwarta licencja

http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2013/12/Otwarta-licencja.png