Renacjonalizacja jako lekarstwo dla ukraińskiej energetyki

48
Parlamentarzyści w Kijowie oceniają prywatyzacje przedsiębiorstw sektora energetycznego, do których doszło w czasie prezydentury Wiktora Janukowycza. Ich renacjonalizacja byłaby korzystna dla Polski, bo oczyściłaby import ukraińskiej energii elektrycznej ze związków z kontrowersyjnymi osobami.

 

Sprzedaż państwowych aktywów energetycznych nad Dnieprem praktycznie w jedne ręce doprowadziła do zapaści energetyki – można często usłyszeć w ukraińskim parlamencie.

„Główny cel prywatyzacji – pozyskanie inwestycji dla odbudowy tej gałęzi gospodarki – nie powiódł się. Nastąpiła nadmierna koncentracja akcji firm energetycznych w rękach kilku oligarchicznych grup, które chcą włożyć w rehabilitację elektrowni jak najmniej, a wyciągnąć z nich jak najwięcej. W efekcie jakość dostaw energii się pogarsza, a taryfy gwałtownie rosną” – tak sytuację w ukraińskiej energetyce opisywał kijowski serwis informacyjny Glavcom, relacjonując wyniki prac parlamentarnej komisji do spraw kontroli procesów prywatyzacyjnych badającej legalność sprzedaży państwowych przedsiębiorstw w czasach prezydentury Wiktora Janukowycza.

Ukraińcy z jednej strony płacą bardzo wysokie w stosunku do zarobków rachunki za prąd, z drugiej wyłączenia dostaw prądu spowodowane katastrofalnym stanem infrastruktury energetycznej to dziś nad Dnieprem chleb codzienny.

Ukraińscy parlamentarzyści z komisji do spraw kontroli procesów prywatyzacyjnych twierdzą, że to dlatego, że rząd Nikołaja Azarowa, w którym obecny prezydent Petro Poroszenko był ministrem gospodarki, prowadził prywatyzację sektora energetycznego „pod jednego nabywcę” – należący do donieckiego oligarchy Rinata Achmetowa koncern DTEK. Odbywało się to ich zdaniem przez uprzednie rozdrabnianie należących do państwa kontrolnych pakietów akcji firm energetycznych.

„W rezultacie sztucznie zaniżano wartość firm i odbywała się koncentracja pakietów akcji w rękach wąskiego kręgu grup biznesowych, które już wcześniej były mniejszościowymi udziałowcami tych firm. Stwarzano niekonkurencyjne warunki prywatyzacji energetycznych aktywów, które potem były zatwierdzane przez rząd” – relacjonuje ustalenia parlamentarzystów Glavcom.

Energetyka dla wybranych

Na pierwszy ogień poszła działająca na zachodzie kraju firma Zachidenergo, która zdaniem parlamentarzystów stała się przykładem niekonkurencyjnej prywatyzacji z dyskryminacyjnymi warunkami konkursu. Parlamentarzyści domagają się jej renacjonalizacji, wspierają ich w tych żądaniach pracownicy firmy.

DTEK Zachidenergo z trzema elektrowniami o łącznej mocy 4,7GW (9 proc. generacji kraju) to piąta co do wielkości ukraińska firma energetyczna. Jej najbardziej łakomym kąskiem jest elektrociepłownia w Bursztynie w obwodzie iwano-frankowskim od 2002 roku. Jest ona podłączona do europejskiej sieci ENTSO-E i odłączona od reszty kraju, która większość produkowanej energii sprzedaje na eksport (w tym do Polski), będąc monopolistą w zakresie sprzedaży ukraińskiej energii elektrycznej na rynki europejskie.

W 2013 roku DTEK Zachidenergo sprzedała za granicę 10 mld kWh za 600 mln dolarów. Po obaleniu Janukowycza było znacznie gorzej; w zeszłym roku firma sprzedała energię na kwotę tylko 152 mln dolarów.

W 2012 roku rząd sprzedał należące do państwa 45 proc. akcji spółki koncernowi DTEK. Dzięki transakcji koncern Achmetow kontroluje dziś 70 proc. akcji firmy i trzyma rękę na eksporcie ukraińskiej energii do krajów Europy Zachodniej, w tym Polski. Dziś do państwa należy 25 proc. akcji, które rząd chce sprzedać jeszcze w tym roku – przewidywany nabywca to znów koncern DTEK Achmetowa. Na majowym posiedzeniu komisji padły propozycje uznania prywatyzacji z 2012 roku za nielegalną i renacjonalizacji firmy.

„To pokazowy przykład oszukańczej prywatyzacji: sztucznie stworzone warunki dla potencjalnych uczestników tak zwanego konkursu, w którym brała udział tylko jedna firma z grupy DTEK uznana potem za zwycięzcę. Warunki prywatyzacji były zatwierdzone przez rząd pod DTEK. Od razu widać, że zrobiono to w celu usunięcia jakichkolwiek innych uczestników, włącznie z zagranicznymi inwestorami – komentowała szefowa parlamentarnej komisji do spraw kontroli procesów prywatyzacyjnych Wiktoria Wojcicka.

Parlamentarzyści twierdzą, że w przypadku prywatyzacji Zachidenergo są wyraźne oznaki działań kryminalnych, bo doszło do jawnego złamania ustawy o prywatyzacji majątku państwowego, i dlatego cała ta historia wymaga rzetelnego śledztwa. Komisja wystąpiła też do organizującego prywatyzację Funduszu Majątku Państwowego o zbadanie, czy DTEK wykonał warunki umowy zakupu akcji – w pierwszej kolejności mowa tu o zobowiązaniach inwestycyjnych.

Rząd zablokował możliwość udziału w konkursie prywatyzacyjnym oferentom, którzy nie byli w momencie jego prowadzenia akcjonariuszami Zachidenergo. Wprowadził też wiele innych wymogów dotyczących struktury działalności inwestora i obowiązku spalania w prywatyzowanych elektrowniach minimum 70 proc. węgla ukraińskiego. W sytuacji gdy DTEK trzyma rękę na większej części ukraińskiego górnictwa, zdaniem parlamentarnej komisji daje podstawy do uznania, że rząd ustalił warunki sprzedaży w taki sposób, żeby kupno akcji było możliwe tylko przez zakulisowo wyznaczonego nabywcę. Złamał tym samym przepisy ustawy prywatyzacyjnej.

„W rezultacie zwyciężyła DTEK. Holding wzmocnił monopolistyczną pozycję na rynku i zagwarantował sobie gigantyczne dochody. W parlamencie uważają, że zamiana jednego państwowego monopolu na monopol jednej struktury biznesowej stworzyła obiektywne zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego państwa” – komentował Glavcom.

W ocenie parlamentarzystów DTEK nie wywiązał się ze zobowiązań inwestycyjnych złożonych podczas zakupu państwowych akcji Zachidenergo. Najpóźniej do 2016 roku miała zakończyć się modernizacja bloków energetycznych należących do niej elektrowni, tak by spełniały wymogi europejskiej sieci, oraz rozbudowa generacji m.in. elektrociepłowni Bursztyńskiej. Tymczasem według Funduszu Majątku Państwowego DTEK z dużej części swoich zobowiązań się nie wywiązał.

Niewywiązanie się z tych zobowiązań uderza pośrednio także w Polskę, stawiając pod znakiem zapytania możliwość wywiązywania się ukraińskiego dostawcy z umów eksportu energii elektrycznej.

Innego zdania jest kierownictwo koncernu Achmetowa – przekonuje, że wypełnia swoje zobowiązania w pełni i na czas.

W kolejce do sprawdzenia i renacjonalizacji czekają też inne firmy sektora energetycznego, których prywatyzacja zdaniem członków parlamentarnej komisji nie przyniosła korzyści ani państwu, ani odbiorcom energii. „Przejrzymy rezultaty prywatyzacji w całej energetyce” – zapowiedziała Wiktoria Wojcicka.

Eksport do Polski w niepewnych rękach

Specyficzna droga kariery donieckiego oligarchy, w którego rękach znajduje się dziś los ukraińskiego eksportu energii elektrycznej do Polski, znana jest i od lat komentowana nie tylko nad Dnieprem. Achmetow jest jednym z bohaterów książki „Doniecka mafia” opisującej powiązania świata przestępczego Donbasu ze szczytami ukraińskiej polityki. Powiązania te kilka lat temu opisał także niemiecki dziennikarz śledczy Jurgen Roth.

„Jako człowiekowi stojącemu za plecami proletariackiego prezydenta Janukowycza Achmetowowi okazują swój szacunek zachodni politycy. Zapraszają go na salony Davos, Brukseli, Londynu i Waszyngtonu. W kijowskiej prasie rozpowszechniano informacje, że 44-letni Achmetow, którego majątek szacowany jest na 15 mld dolarów, zaczynał od gry w trzy kubki na nabrzeżu Jałty, stopniowo wspinając się po hierarchicznej drabinie donieckiej mafii, która kontrolowała Donbas w końcu lat 90. XX wieku. Niektórzy z czołowych tamtejszych polityków i mafiosów zginęli w 1995 podczas wybuchu loży dla VIP-ów na stadionie podczas meczu lokalnego klubu piłkarskiego Szachtar. Z walk o spuściznę, które potem nastąpiły, Achmetow wyszedł jako zwycięzca, pozyskując sojusznika w regionalnym polityku Janukowyczu, który w młodości także rozwiązywał problemy za pomocą pięści” – opisywała Achmetowa w 2011 roku Sueddeussche Zeitung.

Wiosną 2014 roku w wywiadzie udzielonym Rosyjskiej Gazecie „ludowy gubernator” samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej Paweł Gubariew informował, że oligarcha finansował dwie trzecie prorosyjskich separatystów na Donbasie.

W marcu ukraińska diaspora Wielkiej Brytanii zwróciła się do tamtejszych władz z wnioskiem o zbadanie legalności zainwestowanych nad Tamizą dochodów Achmetowa na podstawie antykorupcyjnych przepisów UK Bribery Act oraz sprawdzenie jego związków z terroryzmem na podstawie UK Counter-Terrorism Act i konfiskaty na rzecz Ukrainy majątku oligarchy w razie udowodnienia nielegalnych działań.

Ukraińska stacja telewizyjna 24tv przeanalizowała źródła „sukcesu” donieckiego oligarchy, który za czasów Janukowycza skoncentrował w swoich rękach niemal całą ukraińską generację elektrociepłowniczą, a po jego obaleniu pozostaje głównym rozgrywającym na ukraińskim rynku energetycznym i korzysta z preferencji pozwalających błyskawicznie otrzymywać gigantyczne dochody. 24tv zwraca uwagę na coraz ściślejsze biznesowe związki donieckiego oligarchy i Petra Poroszenki.

„To typowa historia dla współczesnej Ukrainy, gdzie oligarchowie i najwyżsi kierownicy państwa podzielili nielegalne strumienie pieniędzy w pogoni za napełnianiem własnych kieszeni. Przykład Jankowycza ich niczego nie nauczył” – przekonuje autor materiału Serhij Leszczenko, dziennikarz śledczy i równocześnie parlamentarzysta z komisji do spraw walki z korupcją.