Kłamstwa na temat polskiej Straży Granicznej zastraszą zwolenników Saakaszwilego?

234

W Kijowie trwają gorączkowe poszukiwania sposobu, jak odwieść Ukraińców od udziału w zaplanowanym na 10 września powrocie z Polski do nowej ojczyzny byłego prezydenta Gruzji Mikheila Saakaszwilego. Do walki rzucono «ciężką artylerię» – otwarte kłamstwa na temat polskiej Straży Granicznej.

Saakaszwili, któremu zdaniem ukraińskich prawników z naruszeniem konstytucji Petro Poroszenko odebrał w lipcu obywatelstwo Ukrainy zamierza wrócić do nowego domu 10 września przez ukraińsko-polskie przejście graniczne w Krakowcu. Tysiące Ukraińców zapowiadają udział w manifestacji zapowiadanej z tej okazji po wschodniej stronie granicy przez partię Saakaszwilego Ruch Nowych Sił.

Ekipa Poroszenki w odpowiedzi stara się zastraszyć jej potencjalnych uczestników.

Kilka dni temu Ihor Mosijczuk deputowany ukraińskiego parlamentu Rady Najwyższej z Partii Radykalnej kontrolowanej przez Rinata Achmetowa – wyrastającego na głównego politycznego partnera Poroszenki donieckiego oligarchy z kryminalnymi związkami, opublikował relację ze swoich rzekomych spotkań z przedstawicielami polskich władz, do jakich mialo dojść pod koniec sierpnia w Warszawie.

«Nasi sąsiedzi jednomyślnie oświadczyli, że wszyscy obywatele Ukrainy, którzy będą organizować, uczestniczyć i prowadzić prowokacje na granicy, czy to ze strony Ukrainy, czy to ze strony Polski, będą pozbawieni prawa wjazdu, pobytu i pracy na terytorium państw Unii Europejskiej» – twierdzi Mosijczuk nie przedstawiając jednak żadnych konkretów wskazujących na to z kim, i czy w ogóle rozmawiał. Jedynym dowodem mającym potwierdzać jego słowa jest selfie zrobione pod Teatrem Wielkim w Warszawie.

Opowieści deputowanego Mosijczuka zaczęli kolportować dalej jego partyjni koledzy oraz blogerzy związani z administracją Petra Poroszenki, twierdząc że ich źródłem jest kierownictwo polskiej Straży Granicznej i próbując wzbudzić strach przed polskimi funkcjonariuszami wśród zwolenników Mikheila Saakaszwilego.

 

Jednak jak się okazuje najwyraźniej w świecie kłamią.

Redakcja «Sarmatii» zwróciła się do polskiej Straży Granicznej z prośbą o odpowiedź na trzy pytania:

Czy ktokolwiek z kierownictwa Straży Granicznej spotykał się w ostatnim czasie z deputowanym ukraińskiego parlamentu Ihorem Mosijczukiem lub innymi ukraińskimi politykami?

Jeśli tak, czy poruszano w trakcie takich spotkań temat powrotu na
Ukrainę Mikheila Saakaszwili?

Сzy kierownictwo Straży Granicznej kiedykolwiek w jakiejkolwiek formie wypowiadało się na temat działań prawnych wobec obywateli ukraińskich korzystających na terenie swojego kraju z przewidzianych konstytucją Ukrainy wolności i swobód obywatelskich?

– Pierwszy raz słyszymy o takich spotkaniach i rozmowach — komentuje «rewelacje» deputowanego Mosijczuka rzeczniczka Straży Granicznej ppor. Agnieszka Golias. Nie pozostawiając cienia wątpliwości, że ani spotkań z Mosijczukiem szefowie Straży Granicznej nie odbywali, ani tym bardziej nie grozili obywatelom ukraińskim odpowiedzialnością za udział w wydarzeniach związanych z przyjazdem Saakaszwilego.

Jak przypomina SG zasady wjazdu cudzoziemców na terytorium RP określa Kodeks Graniczny Schengen oraz ustawa o cudzoziemcach – udział w manifestacjach powitalnych Mikheila Saakaszwili na terytorium Ukrainy w świetle tych informacji nie jest przeszkodą dla wjazdu ukraińskich obywateli na terytorium Polski.

– Granicę RP przekroczy każda osoba, która będzie spełniać warunki wjazdu określone w przepisach – zapewnia ppor. Agnieszka Golias.

Sytuacja z polska Strażą Graniczną to nie jedyne groźby ze strony władz pod adresem obywateli, którzy zamierzają brać udział w powitaniu Mikheila Saakaszwili na ukraińsko-polskim przejściu granicznym. Pod koniec sierpnia znany z szeregu skandali były funkcjonariusz MSW i doradca ministra spraw wewnętrznych a obecnie szef Socjalistycznej Partii Ukrainy Ilia Kiwa (m.in. jesienią 2015 r. dowodził brutalną pacyfikacją Krymskich Tatarów, którzy zorganizowali obywatelską blokadę okupowanego Krymu) publicznie zagroził morderstwami opozycyjnych parlamentarzystów i zwolenników Mikheila Saakaszwili.

– Będę rozstrzeliwał na miejscu wszystkie te kurwy — zapowiedział Kiwa na łamach portalu Strana.ua.

Przestępcze groźby nie spotkały się z żadną reakcją ukraińskiej prokuratury.