Na zimowych igrzyskach można tylko stracić

804
Bogate miasta i kraje Zachodu po kolei rezygnują z topienia pieniędzy w zimowych olimpiadach. W Rosji olimpiada dopiero się rozpoczyna, ale straty też już są liczone, a Ukraina nie zważając na katastrofalną sytuację budżetu, złożyła wniosek o organizację we Lwowie zimowej olimpiady 2022 r. W Polsce wciąż wielu żyje złudzeniami, że na organizacji zimowych igrzysk można skorzystać.
W połowie stycznia władze Sztokholmu zrezygnowały ze starań o przyznanie szwedzkiej stolicy prawa organizacji zimowej olimpiady w 2022 r. Bogaci Szwedzi uznali, że na organizację imprezy ich po prostu nie stać i wycofali wniosek złożony Międzynarodowemu Komitetowi Olimpijskiemu jesienią zeszłego roku. Poszli tym samym w ślady mieszkańców niemieckiej Bawarii, którzy w zeszłorocznym referendum nie zgodzili się, by taki wniosek władze landu w ogóle składały.

Na wielkich imprezach sportowych doskonale zarabiają tylko sportowe federacje i media. Organizatorzy zamiast zysków mogą już na starcie podliczać straty.

Allison Stewart i Bent Flyvbjerg z Oxford University opublikowali w 2012 roku wyniki badań wydatków ponoszonych przez organizatorów na przygotowania do letnich i zimowych igrzysk olimpijskich w latach 1960 – 2012. Wynika z nich jednoznacznie – pierwotnie zakładane koszty są przekraczane średnio o 179 proc., budżety imprezy nie są przestrzegane, a z punktu widzenia miast i społeczności organizujących igrzyska są najbardziej ryzykownym od strony finansowej przedsięwzięciem gospodarczym.

Nic dziwnego, że o prawo przeprowadzenia takich imprez jak olimpiady coraz częściej ubiegają się kraje rządzone przez pragnących poprawić sobie choć na moment wizerunek autokratów, na wskroś przeżarte korupcją, bądź próbujące leczyć w ten sposób swoje narodowe kompleksy.

Miliardy na marzenie Putina

Rosyjska Fundacja Walki z Korupcją założona przez opozycjonistę Aleksieja Nawalnego opublikowała w Internecie Encyklopedię Wydatków pokazującą ile i na co wydano w trakcie przygotowań do zimowych igrzysk olimpijskich, jakie w tym roku odbywaja się w Soczi.

„Jesteśmy dumni, że zimowa Olimpiada odbywa się w Rosji. To święto sportu dla wszystkich. Jednak urzędnicy zamienili je w źródło dochodu. My potwierdzamy to liczbami. Dowiedzcie się kto nabił sobie kieszeń na najdroższej olimpiadzie w historii” – zachęcają autorzy raportu.

Jak podliczyła Fundacja koszty organizacji imprezy sięgają astronomicznej kwoty 1,5 biliona rubli, czyli ok. 47 mld dolarów – jak podkreśla, to pięć razy więcej niż powszechnie krytykowane za rozrzutność zimowe igrzyska 2010 r. w Vancouver, aż dziesięciokrotnie więcej niż impreza 2006 r. w Turynie i w sumie siedmiokrotnie więcej niż podawały rosyjskie władze.

– Łączna kwota wydana na przygotowania do olimpiady w Soczi to 214 mld rubli. Z tej sumy 100 mld rubli to czysto państwowe pieniądze, 114 mld rubli to fundusze inwestorów prywatnych – przekonywał wiosną zeszłego roku rosyjski prezydent Władimir Putin.

– Prywatne inwestycje stanowią 60 procent ogólnego budżetu budowy obiektów w Soczi, transportu i infrastruktury inzynieryjnej – wtórował mu szef Olimpijskiego Komitetu Rosji Aleksandr Żukow. Jednak zdaniem fundacji to nieprawda. – Większość kwoty wskazywanej jako inwestycje prywatne wyłożyły firmy państwowe i struktury ściśle związane z państwem. Według reguł międzynarodowych standardów rachunkowości takie inwestycje traktowane powinny być jako wkład firm państwowych – uważają autorzy Encyklopedii.

Rosyjski budżet federalny na imprezę miał wyłożyć przeszło połowę tej kwoty – 822 mld rubli, lokalny Kraj Krasnodarski 33 mld rubli, niemal jedną czwartą wydatków wzięły na siebie państwowe firmy, które włożyły w olimpiadę 343 mld rubli, solidnie dołożył się także państwowy Wnieszekonombank (WEB), który na inwestycje „soczijskie” udzielił łącznie 249 mld rubli kredytów. Inwestycje prywatne stanowiły tak naprawdę jedynie kroplę w morzu wydatków – 53 mld rubli, czyli raptem 3,5 proc. ogólnej kwoty wydanej na przygotowania.

Zdaniem ekspertów fundacji na przygotowaniach najbardziej obłowić się miał bliski znajomy rosyjskiego prezydenta Władimira Putina Arkadij Rotenberg – do firm przez niego kontrolowanych trafiło w sumie 227 mld rubli wydanych na przygotowania do olimpiady.

Choć rosyjskie władze przekonują, że 343 mld rubli jakie wyłożyły samodzielnie firmy państwowe to nic innego jak inwestycje prywatne, jednak zdaniem ekspertów fundacji wygląda to całkiem inaczej. Pieniądze wyłożone przez Gazprom, rosyjskie koleje państwowe RŻD, czy koncerny elektroenergetyczne nie mogą być uważane za prywatne bo są one wpisane w taryfy tych państwowych monopolistów świadczącyh usługi dla ludności: ceny biletów, elektryczności, gazu – przekonują.

Prywatni inwestorzy, oligarchowie Władimir Potanin, Oleg Deripaska, Wiktor Wekselberg na realizację projektów związanych z olimpiadą otrzymali z państwowego Wnieszekonombanku kredyty pokrywające do 90 proc. kosztów inwestycji, podczas gdy rosyjskie banki komercyjne kredytują najwyżej dwie trzecie kosztów. Przy czym już wiadomo, że dziewięć z dwudziestu udzielonych kredytów na łączną kwotę 190 mld rubli trzeba będzie restrukturyzować, bo projekty, jakie z ich pomocą zrealizowano zamiast obiecywanych zysków będą przynosić jedynie straty.

Doszło przy tym do sytuacji kuriozalnych. Potanin, który na budowę od zera wartego 101 mld rubli kurortu narciarskiego Roza Chutor otrzymał 84 mld rubli kredytu w państwowym Wnieszekonombanku oświadczył niedawno, że został zmuszony przez władze do tego by swoja inwestycję rozbudował do rozmiarów wykluczających ekonomiczną efektywność projektu. Budowę kurortu rozpoczął jeszcze w 2003 r. zanim Soczi złożyło wniosek o przyznanie prawa organizacji igrzysk. Z czasem polecono mu „dostosować obiekt do potrzeb imprezy” i z projektu skonstruowanego na podstawie rzetelnego biznesplanu wyszedł kosztowny moloch, który od 2010 r. świeci pustkami czekając na gości olimpiady. Jak sam Potanin przyznaje realizowana przez niego inwestycja w konsekwencji nie ma prawa być rentowna. – W takim stanie w jakim ona jest teraz przynosi tylko straty – oznajmił.

Ogółem, jak informuje Fundacja Walki z Korupcją, kredytujący inwestycje związane z igrzyskami WEB już ocenił, że 80 procent sumy udzielnych przez niego kredytów albo nie zostanie w ogóle zwrócone przez kredytobiorców, albo ich zwrot będzie mocno opóźniony.

Obiekty sportowe wybudowane na igrzyska w Soczi kosztują przy tym kilkakrotnie drożej niż analogiczne w krajach zachodnich.

Pierwotne szacunki urzędników, którzy zarzekali się, że są „maksymalnie zawyżone” mówiły o tym, że obliczona na 40 tys. widzów główna arena igrzysk – stadion Fiszt w Soczi kosztować będzie 1,6 mld rubli. W momencie rozpoczęcia robót budowlanych w 2010 r. mówiono już o kwocie 7,5 mld rubli, a ostatecznie koszt inwestycji zamknął sie kwotą 23 mld rubli. Jak zauważa Fundacja Walki z Korupcją za miejsce dla widza zapłacono w efekcie 2,5 raza drożej niż kosztuje ono w analogicznych obiektach za granicą. Podobnie wygląda sprawa z torem łyżwiarskim Adler Arena wybudowanym z budżetu Krasnodarskiego Kraju i szeregiem innych obiektów.

Inna rzecz, że skokowy wzrost kosztów przygotowań to nie wynalazek rosyjski. Za każdym razem faktyczne koszty imprezy są znacznie wyższe od pierwotnych szacunków ogłaszanych w momencie składanie aplikacji o przyznanie organizacji.

Olimpiada w Turynie według początkowego budżetu zatwierdzonego przez komitet organizacyjny kosztować miała 1,3 mld euro – w rzeczywistości pochłonęła 3,5 mld euro. W Vancouver Kanadyjczyków zachęcano do poparcia kandydatury miasta szacunkami mówiącymi o wydatkach rzędu niespełna półtora miliarda dolarów i zyskami z imprezy jakie miały wynieść 10 miliardów dolarów. Ostatecznie wydano zaś przeszło sześć miliardów dolarów, a dług miasta z tytułu wydatków na organizację igrzysk sięgnął miliarda dolarów.

Ukraińscy urzędnicy chcą „Euro-bis”

Tymczasem nie zważając na katastrofalną sytuację budżetu, w listopadzie zeszłego roku Ukraina złożyła wniosek o organizację we Lwowie zimowej olimpiady 2022 r.

Ukraińscy urzędnicy przekonują, że impreza przyniesie gospodarce regionu same korzyści – rozwój bazy dla turystyki zimowej i w konsekwencji 100 tysięcy nowych miejsc pracy w sektorze turystycznym. Władze, jak i w przypadku Euro 2012 liczą na inwestorów z zagranicy. Przy okazji przygotowań ich zdaniem setki milionów dolarów poszłyby na rozwój ukraińskiego sektora IT, rozbudowę infrastruktury transportowej i turystycznej.

Już na starcie urzędnicy nie ukrywają, że liczą w sumie na 10 miliardów dolarów od inwestorów. Jak pogodzić to z wciąż fatalnym klimatem inwestycyjnym na Ukrainie i prawdziwym exodusem zachodnich firm nie wyjaśniają. Jako przykład sukcesu do naśladowania przykłady wybierają dość niefortunne. – Przeanalizujcie ostatnią zimową olimpiadę w Kanadzie. Przyniosła zyski dlatego, że w odpowiednim czasie zaczęto tam robić inwestycje. Czy może być większy priorytet dla państwa – przekonywał mer Lwowa Andrij Sadowyj. I to nie bacząc na kolosalne straty jakie przyniosła zimowa olimpiada Kanadyjczykom.

Nie nauczyła też ukraińskich urzędników niczego gigantyczna skala marnotrawstwa i korupcji związana z przygotowaniami kraju do Euro 2012, która jak się szacuje pochłonęła 40 proc. środków oficjalnie przeznaczonych na przygotowania Ukrainy do imprezy. Choć z drugiej strony to właśnie „korupcyjna składowa” jak sie ocenia nad Dnieprem a nie realne korzyści, których trudno się doszukać sprawiła, że ukraińskie władze tak chętnie widziałyby zimowe igrzyska u siebie. Olimpiada to możliwość wyciagnięcia z budżetu przez powiązane z politykami firmy kolejnych miliardów dolarów dolarów, których w pogrążąnej w stagnacji gospodarce zarobić w normalny sposób by się nie dało – przekonują komentatorzy.

Na dodatek jak obliczył ukraiński ekonomista Andrij Skrypnyk na organizacji zimowej olimpiady absolutnie nie da się zarobić. Ukraińska edycja miesięcznika Forbes opublikowała jego symulację, z której wynika, ze nawet przy najlepszym układzie dochody Lwowa uzyskane z racji organizacji zimowych igrzysk olimpijskich będą dziesięciokrotnie nizsze od włożonych w nie pieniędzy.

Mądry Polak po szkodzie?

Doświadczenia poprzednich organizatorów zimowych olimpiad zdają się nie robić wielkiego wrażenia na polskich urzędnikach odpowiedzialnych za sport. Kraków wraz ze słowacką Jasną także postanowił ubiegać się o prawo organizacji igrzysk w 2022 r. Przy czym najbardziej dochodowe z punktu widzenia późniejszego wykorzystania infrastruktury dyscypliny alpejskie miałyby być rozgrywane na terenie Słowacji. Polsce pozostałoby wybudowanie w Krakowie i Zakopanem obiektów, które z założenia już po zakończeniu igrzysk trudno będzie racjonalnie wykorzystać.

Na dobre nastroje promujących imprezę polityków nie wpłynęło nawet wycofanie się Sztokholmu ze zmagań o jej organizację.

– W związku z pojawiającymi się w mediach doniesieniami o rezygnacji Sztokholmu z ubiegania się o organizację Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2022, informujemy, że nie ma to wpływu na nasze starania. W przeciwieństwie do Sztokholmu mamy pełne wsparcie rządu i Sejmu RP oraz mamy kolejną perspektywę wydatków z UE na realizację inwestycji drogowych. Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2022 dają szansę na realizację szeregu oczekiwanych przez społeczność Krakowa i Małopolski inwestycji, których być może Szwecja nie potrzebuje. Ponadto Polska w przeciwieństwie do kraju Trzech Koron nie organizowała jeszcze igrzysk olimpijskich – komentowała rezygnację Szwedów przewodnicząca Komitetu Konkursowego Kraków 2022 Jagna Marczułajtis-Walczak.

Michał Kozak, ObserwatorFinansowy.pl

Otwarta licencja

http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2013/12/Otwarta-licencja.png