Euro straconych szans dla Ukrainy

648
Gdy w 2007 r. ogłoszono decyzję o powierzeniu Polsce i Ukrainie organizacji Euro 2012 ukraińskie władze zapowiadały gruntowną, całościową modernizację kraju. Do czerwca 2012 r. postsowiecką rzeczywistość miała zastąpić europejska. Na pół roku przed imprezą trudno się oprzeć wrażeniu, że swoją szansę na cywilizacyjny skok Ukraina zmarnowała.

Euro 2012 – jak konstatują nawet ukraińskie media – zamiast impulsu cywilizacyjnego stało się pretekstem do drenażu budżetu przez nieliczną grupę firm z dość wyraźnymi powiązaniami politycznymi. Co więcej długotrwała niezdolność do przeprowadzenia procesu przygotowań w sposób transparentny zniweczyła szansę na promocję Ukrainy, jako nowoczesnego europejskiego państwa.

– Ukrainie nie udało się dotąd udowodnić, że jako współorganizator Euro 2012 zasługuje na uwagę zagranicznych firm, turystów, kibiców, mediów i inych, których mogłoby zaciekawić odkrycie dla siebie nieznanego dotąd kraju i kultury praktycznie w centrum Europy – zauważa w swoim blogu ukraiński ekspert od spraw wizerunku medialnego Walentyn Wojtkiw.

I raczej trudno się zgodzić z opinią Natalii Izosimowej, szefowej fundacji „Efektywne zarządzanie” założonej przez oligarchę i prominentnego polityka rządzącej na Ukrainie Partii Regionów Rinata Achmetowa, która przekonuje: „jeśli Ukraina zagwarantuje należyte warunki pobytu gościom Euro 2012 dokona wizerunkowego przełomu i otworzy drogę napływowi turystów i inwestorów z całego świata”. Nic bowiem nie wskazuje, by w ostatnich miesiącach przed Euro 2012 miał nastąpić jakiś niewyobrażalny przełom.

Kapitał nie chce przyjść

Pierwotne plany zakładały, że główny ciężar przygotowań do Euro 2012 wezmą na siebie inwestorzy prywatni. Z oszacowanych na niemal 119 mld hrywien wydatków, aż 101 mld miało przypaść na inwestorów prywatnych, resztę kwoty miały dołożyć budżet państwa i budżety lokalne.

Po kolejnych korektach rządowego programu przygotowań do imprezy proporcje te radykalnie się zmieniły. Przyjęty w kwietniu 2011 r. wariant dokumentu zakłada, że suma wydatków sięgnie 110 mld hrywien, z czego już 61 mld pochodzić będzie z budżetu centralnego i budżetów lokalnych, a tylko 49 mld ze środków inwestorów prywatnych.

Inwestorzy prywatni nie garną się jednak do współpracy przy przygotowaniach do Euro 2012. W 2010 roku zakładano, że sfinansują oni inwestycje warte 11,5 mld hrywien, a ostatecznie zainwestowali jedynie za 1,5 mld hrywien. Nic nie wskazuje by ta proporcja miała się nagle zmienić. W efekcie brakującą kwotę będzie trzeba dopłacić ze środków publicznych.

„Inwestorzy wybudowali sto procent ukraińskich hoteli, dwa stadiony i port lotniczy w Charkowie” — wyliczał odpowiedzialny za przygotowania do Euro 2012 wicepremier Borys Kolesnikow w jednym z niedawnych wywiadów prasowych. Słowa te w kontekście wcześniejszych zamierzeń brzmią raczej jak przyznanie się do porażki.

Z oficjalnej listy inwestycji stopniowo znikają kolejne obiekty, równocześnie gwałtownie rosną kosztorysy tych, które uznano za niezbędne do przeprowadzenia imprezy. Koszt przebudowy głównej ukraińskiej areny Euro 2012 – NSK Olimpijski w Kijowie pierwotnie oszacowano na 1,5 mld hrywien, z czasem wzrósł on do 4,4 mld. Hrywien, czyli 550 mln dolarów, przy czym nie jest to wcale ostateczna kwota, jaką państwo wyłoży na tę inwestycję. O 900 mln hrywien zwiększono wydatki na budowę terminalu lotniczego w Doniecku. Pierwotnie inwestycja miała kosztować 1,25 mld hrywien. Z 1,0 mld do 2,2 mld hrywien wzrósł koszt przebudowy lotniska we Lwowie.

By zdobyć fundusze na przygotowania do Euro 2012 Ukraina zadłuża się na zagranicznych rynkach finansowych. Już w 2008 r. Państwowa Służba Samochodowych Dróg Ukrainy zaciągnęła w banku Morgan Stanley 930 mln dolarów kredytu. Jesienią 2010 r. Narodowa Agencja ds. Przygotowania i Przeprowadzenia Euro 2012 wypuściła euroobligacje na sumę 568 mln dolarów, a wiosną 2011 r. miała miejsce kolejna emisja na kwotę 690 mln dolarów.

Komu potrzebne są drogi

Na Ukrainie jest zaledwie 280 km autostrad: kilka odcinków trasy Kijów — Odessa i droga łącząca Kijów z portem lotniczym w odległym o 40 km od stolicy Boryspolu. Drogi lokalne, nawet te w największych miastach są tak zniszczone, że przy nich polskie, na które narzekają nasi kierowcy wyglądają jakby przed chwilą oddano je do użytku. W ramach przygotowań do Euro 2012 zapowiadano wybudowanie na zasadach koncesji sieci magistral drogowych łączących główne miasta Ukrainy i granice kraju. Miasta-gospodarze miały wzbogacić się o nowe ulice, zapowiadaono, że te już istniejące zostaną gruntownie wyremontowane. Z szumnych planów udało się sfinalizować jeden naprawdę duży, i tak się szczęśliwie złożyło, najistotniejszy z punktu widzenia Polski projekt – tzw. trasę warszawską, łączącą Kijów z przejściem granicznym Krakowiec-Korczowa.

Odpowiedzialny za przygotowania do Euro 2012 wicepremier Borys Kolesnikow mówi dziś otwarcie: „Nie wszystkie zaplanowane drogi zostaną wybudowane. Zrealizujemy tylko te najbardziej potrzebne, prowadzące do lotnisk, stadionów, hoteli i przejść granicznych, a także wokół miast-gospodarzy i miejscowości, w których rozlokowane będa kwatery drużyn uczestniczących w turnieju”.

I tłumaczy dlaczego zrezygnowano z planów budowy sieci autostrad: „Ukraina rozciąga się na przestrzeni 1500 km. Wybudowanie w ciągu półtora-dwóch lat dróg na takim obszarze to praktycznie niemożliwe zadanie. Do tego potrzeba potężnych środków finansowych. Budowa dróg na zasadach koncesji to mrzonki. U nas nie ma rynku dla płatnych dróg”. Nie sposób nie przyznać mu racji. Tyle, że to o czym dziś mówi znane było już wtedy, kiedy przedstawiano rozbuchane plany inwestycyjne.

Prawdą jest, że i wymagania UEFA, by rozbudować drogi dla kibiców nie wyglądały dosyć przemyślanie. Trudno sobie wyobrazić autobusy, czy prywatne samochody fanów futbolu jadące kilka tysięcy kilometrów z zachodniej Europy do leżących na wschodnich krańcach Ukrainy Doniecka i Charkowa, czy nawet położonego zaledwie 700 km od granicy z Polską Kijowa. A kibice ukraińscy i rosyjscy z pewnością i tak wybiorą koleje, które działają znacznie sprawniej i oferują znacznie wyższy komfort podróży niż ich polski odpowiednik.

O drogach lokalnych nikt się już nawet nie zająknie. Tam, gdzie koniecznie trzeba władze lokalne starają się wyremontować najbardziej newralgiczne odcinki. Czasem, jak w Charkowie budują „w ramach przygotowań do Euro” trasę prowadzącą do willowego osiedla miejscowych notabli. Generalnie jednak ulice miast-gospodarzy pozostaną dziurawe jak sito.

Stracona szansa eurokolei

Jeśli przed Euro 2012 czymś Ukraina może się pochwalić to są to niewątpliwie koleje. Program przygotowań do Euro 2012 całkiem spory fragment poświęcił przewoźnikowi kolejowemu – Ukrzaliznycji.

W 2008 r. wydała ona na przygotowania do Euro 2012 2,4 mld hrywien, w 2009 r. 2,5 mld hrywien, w 2010 r. 3,7 mld hrywien. Na 2011 r. kierownictwo ukraińskich kolei zapowiedziało dwukrotne – do 7,3 mld hrywien zwiększenie wydatków na finansowanie projektów związanych z Euro 2012. W ramach przygotowań do imprezy zelektryfikowano całe odcinki tras, zmodernizowano tysiące kilometrów torowisk, a w 2010 r. w Kijowie oddano do użytku nową przeprawę kolejową na Dnieprze, tzw. most Kirpy stanowiący część budowanego tu na Euro 2012 mostu Darnickiego.

Za 240 mln euro ukraińskie koleje kupiły 10 szybkich pociągów koreańskiego Hyundaia. Sześć będzie wozić kibiców podczas Euro 2012, pozostałe dotrą na Ukrainę już po zakończeniu mistrzostw. Dzięki temu zakupowi podróż z Kijowa do Charkowa zajmie 3,5 godz., do Lwowa 4,5 godz., a do Doniecka 5,5-6 godz. Czyli będzie trwać mniej więcej o połowę krócej niż obecnie. Bilet w pierwszej klasie kosztować ma jednak tyle co bilet lotniczy w klasie ekonomicznej.

Unowocześnienie infrastruktury to niewątpliwie pozytywny impuls dla dalszego rozwoju kolei na Ukrainie. Niestety nie zdołałno zrealizować projektu kluczowego z punktu widzenia nie tylko przygotowań Ukrainy do Euro 2012, ale i europejskiej integracji kraju.

W 2007 r. władze Lwowa przedstawiły projekt „Eurokolja”, zakładający budowę wydzielonej linii dużych prędkości o europejskim rozstawie szyn łączącej Lwów z Przemyślem i umożliwiającej bezpośrednie połączenia pomiędzy Polską i Ukrainą, a rząd holenderski wyłożył 133 tysiące euro na przygotowanie dokumetacji techniczno-finansowej trasy. Budowa połączenia o długości 85 kilometrów miała kosztować 500 mln euro.

Projekt dwa lata przeleżał na półkach Ministerstwa Transportu. Odkurzono go dopiero pod koniec 2009 r., a samą linię wpisano na listę dziesięciu projektów inwestycyjnych o strategicznym znaczeniu dla rozwoju ekonomicznego Ukrainy przygotowaną przez Narodową Agencję Inwestycji Zagranicznych i Rozwoju. Nic nie wskazuje jednak, by przybliżyło to choć o krok jego realizację.

Hotelarze odciążyli budżet

Pozytywny wyjątek w inwestycyjnych przygotowaniach stanowi branża hotelarska. Tu dominuje kapitał prywatny, jednak trudno wiązać te inwestycje wyłącznie z Euro 2012.

Z 550 tys. dostępnych w wolnej sprzedaży biletów na mecze Euro 2012 aż 484 tys. kupili Polacy i Ukraińcy. Z tej puli na oba kraje przypada zatem jedynie 66 tys. gości zagranicznych. Sytuację poprawi podział 400 tys. biletów dla kibiców z krajów, których reprezentacje zakwalifikowały się do udziału w fazie finałowej mistrzostw, pakietów sponsorskich i zarezerwowanych dla specjalnej grupy oficjeli – „rodziny UEFA”. Ostatecznie na jedno miasto-gospodarza przypadnie ok. 60 tys. przybyszów z zagranicy. Ilu z nich zechce zostać na dłużej nie wiadomo, większość jednak najpewniej od razu po meczu wyruszy w drogę powrotną.

Nowe hotele powstały więc nie dla nich, lecz dlatego bo prywatni inwestorzy wyliczyli, że przy niedoborze miejsc o europejskim standardzie taki biznes długoterminowo się opłaci. Pod projekt Euro 2012 podpinano więc już istniejące plany inwestycyjne, a wśród kilkudziesięciu realizacji, które zostaną oddane do użytku „w związku z Euro 2012”  trudno doszukać się takich, które od początku do końca byłyby zaplanowane ze względu na mistrzostwa. Wyjątek od tej reguły stanowi kilka hoteli w Doniecku, które w trybie awaryjnym, gdy UEFA narzekała na niedobór miejsc najwyższej kategorii rozpoczęły modernizację, by podnieść swój dotychczasowy standard i spełnić wymogi piłkarskiej federacji.

Z Euro 2012 cieszyć się mogą studenci szkół wyższych Charkowa, Doniecka, Kijowa i Lwowa. Zobowiązania wobec UEFA wymagały zapewnienia w tych miastach odpowiedniej liczby miejsc noclegowych o przeciętnym standardzie. Takich hoteli nikt na Ukrainie nie zamierza jednak budować. Początkowo władze Kijowa i Doniecka zastanawiały się nad sprowadzeniem na czas imprezy statków-hotelowców, które cumowałyby przy tamtejszych nabrzeżach.

Ostatecznie zdecydowano, że kibice będą nocować w akademikach. Jako że w budynkach o standardzie polskich domów studenckich czasów PRL-u nikt nie chciałby się zatrzymać trwa finansowana z budżetu gorączkowa modernizacja, która ma doprowadzić do tego, by w przededniu Euro 2012  przynajmniej wybrane ukraińskie akademiki zaczęły spełniać eurpejskie normy cywilizacyjne.

Korzyści dla wybranych

W kwietniu 2010 r. ukraiński rząd wprowadził możliwość prowadzenia „przetargu z jednym uczestnikiem” faktycznie likwidując istotę postępowania przetargowego. Trzy miesiące później rządowe zapisy znalazły się w nowej ustawie o organizacji i przeprowadzeniu finałowej części mistrzostw Europy w piłce nożnej. Warunkiem zastosowania takiego trybu jest zgoda szefa Narodowej Agencji do spraw Euro 2012 i to, by zakup mieścił się w szerokim ustawowym katalogu „zadań i środków”.

Największym wygranym nowych przepisów jest doniecka spółka Drogowe Budownictwo Altkom, która w większości bezprzetargowo, otrzymała kontrakty warte ok. 5 mld hrywien.

„Wiktor Janukowycz wygrał wybory prezydenta, Borys Kolesnikow stanął na czele przygotowań do Euro 2012 i Altkom rozpoczął ekspansję na zachód Ukrainy” – komentuje kijowska gazeta internetowa Ukraińska Prawda i wylicza:

Na przełomie maja i czerwca 2010 r. bez przetargu Altkom został generalnym wykonawcą modernizacji pasa startowego we Lwowie z kosztorysem 978 mln hrywien. Równocześnie jego spółka-córka została bezprzetargowo generalnym wykonawcą lwowskiego stadionu z kosztorysem zwiększonym z początkowych 630 mln do 1,6 mld hrywien. W czerwcu 2010 r. Altkom pochwalił się na łamach firmowej gazety, że szykuje się do wykonania wartych 2,5 mld hrywien robót drogowych związanych z przygotowaniami do Euro 2012.

I już w październiku spółka wygrywa „przetarg z jednym uczestnikiem” na budowę trasy Lwów-Krakowiec z budżetem 1,4 mld hrywien. W grudniu zaś Altkom zdobywa w takim samym trybie kontrakt na prace budowlane w porcie lotniczym w Doniecku na łączną sumę 710 mln hrywien.

Dzienikarze Ukraińskiej Prawdy ustalili, że jednym z trzech udziałowców Altkomu jest należąca do radnego Partii Regionów w Doniecku Serhija Pawliczewa spółka Finansowo-Przemysłowa Grupa Altkom, dwaj pozostali to brytyjskie spółki, których korzenie leżą w raju podatkowym Belize. „Dzięki takiemu schematowi nikt się nigdy nie dowie, kto jest prawdziwym końcowym właścicielem firmy, która bez przetargu otrzymuje wielomiliardowe zamówienia w ramach przygotowań do Euro 2012” – komentuje gazeta.

Innym przytaczanym przez ukraińskie media przykładem powierzania kontraktów z rozdzielnika politycznego ma być historia spółki AK Engineering, która w 2010 r. po zmianie ekipy rządzącej dołączyła do grona wykonawców budowy głownej areny piłkarskiej kraju – NSK Olimpijski w Kijowie.

Śledztwo dziennikarskie Ukraińskiej Prawdy ujawniło, że firma powiązana jest z Iwanem Szakurowem, który podobnie jak współwłaściciel Altkomu jest radnym Partii Regionów w Doniecku. Od lat 90-tych Szakurow pracował na kierowniczych stanowiskach w spółkach należących do odpowiedzialnego za Euro 2012 wicepremiera Kolesnikowa.

„Wychodzi na to, że generalnym wykonawcą wielomiliardowej przebudowy NSK Olimpijski bez żadnego przetargu została firma, jaka prowadziła wspólne interesy z zaufanymi ludźmi Borysa Kolesnikowa” – komentuje Ukraińska Prawda.

Powierzanie bez przetargu związanych z Euro 2012 kontraktów spółkom z politycznymi koneksjami nie jest jednak wynalazkiem obecnych władz Ukrainy. W 2009 r. Ukraińska Prawda opisywała sposób, w jaki zawarto umowę na budowę nowego portu lotniczego we Lwowie.

Po interwencji ówczesnego ministra transportu Josefa Winskiego unieważniono przetarg, w którym startowało czterech oferentów, by dwa dni później powierzyć wart prawie 900 mln hrywien kontrakt już w trybie bezprzetargowym powiązanej z jednym z rządowych doradców firmie Azovinteks. Po zmianie ekipy Azovinteks kontrakt stracił.

Mimo wielkich nadziei, jakie wiązano z powierzeniem Ukrainie współorgnizacji Euro 2012, przygotowania do imprezy zamiast dać impuls do rozwoju cywilizacyjnego i «europeizacji» kraju posłużyły więc raczej utrwaleniu starych korupcyjnych schematów.

Co komu po Euro

Gdyby zapytać przeciętnego Ukraińca, czy należy inwestować w przygotowania do Euro 2012 bardzo by się zdziwił. Zainteresowanie imprezą spadło do kilku procent. Większości z nich uwagę zaprząta coś zupełnie innego: Sypiące się domy, woda w kranach dostarczana „po grafiku”, nie działające centralne ogrzewanie, wiecznie przepalające się sieci elektryczne. Raptem trzy lata temu w Kijowie za długi miasta wobec zakłądów ciepłowniczych w środku zimy całym dzielnicom odcięto bez zapowiedzi dostawy ciepła. A we Lwowie z 2096 wind ponad połowie dawno zakończył się 25 letni okres technologicznej zdatności do pracy. Miliardowe wydatki na stadiony i lotniska wyglądają w tym zestawieniu mało poważnie.

Tymczasem część ekspertów ocenia, że za pieniądze wydane na Euro 2012 można by doprowadzić do ładu znaczną część zaniedbanej od dziesięcioleci sfery mieszkaniowo-komunalnej.

Ceną, jaką przyjdzie zapłacić zwykłemu zjadaczowi chleba za okupiony wielomiliardowymi wydatkami miesiąc igrzysk będą zatem najpewniej lata marazmu. Zdają sobie z tego sprawę władze, które nagle zmieniły ton. O ile jeszcze rok temu głośno mówiły o konieczności inwestycji, które przygotowałyby Ukrainę do Euro 2012 teraz starają się unikać stwierdzeń o tym, że jakaś inwestycja związana jest bezpośrednio z imprezą.

„Przygotowania do Euro 2012, to jedynie budowa stadionów w Kijowie i Lwowie. Pozostałe inwestycje to nie przygotowania do imprezy, ale rozbudowa infrastruktury kraju. Bezpośrednie wydatki związane z Euro 2012 to tylko 6 mld hrywien, to koszt budowy stadionów, a wszystko pozostałe i tak trzeba było zbudować. W ten sposób mistrzostwa będą kosztować budżet państwa 650-700 mln USD” — przekonuje odpowiedzialny za przygotowania do Euro 2012 wicepremier Borys Kolesnikow.

Michał Kozak, ObserwatorFinansowy.pl

Otwarta licencja

http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2013/12/Otwarta-licencja.png