Wiaczesław Gorobec: Prosty przepis na ukraiński dług

457

Niedawno Ukraina wypuściła euroobligacje o wartości 2 mld USD: emisja 5-letnich euroobligacji o wartości 750 mln USD i 10-letnich obligacji – 1,25 mld USD. Rentowność 5-letniej transzy wyniosła 9% rocznie, 10-letniej transzy – 9,75% rocznie. Początkowy poziom odniesienia wynosił odpowiednio około 9,25% rocznie i około 10% rocznie.

Teraz Ukraina wypuszcza kolejne euroobligacje o wartości 1,5 miliarda euro. To nie byłoby możliwe, gdyby prezydent zwolnił premiera Goncharuka.

Zadłużanie się pod astronomicznie wysoki procent to nie „przyciąganie międzynarodowych inwestycji po przystępnej cenie” jak chcieliby nas przekonać nasi rządzący.

Wzrost zadłużenia z tytułu emisji obligacji jest niewątpliwie przerażający. Ale jest promień nadziei: chciwych międzynarodowych spekulantów można zostawić na lodzie, jeśli byłaby tylko taka wola. Jest jeden prosty sposób.

Dobra wiadomość jest taka, że ​​obligacje rządowe są sprzedawane za walutę krajową. Dlatego, aby spłacić długi, Narodowy Bank Ukrainy musi wydrukować tylko 100 lub 200 miliardów hrywien. I nie ma w tym nic złego. Uwielbiamy odnosić się do „cywilizowanego świata”, jeśli chodzi o rezygnację z narodowych interesów. A kiedy trzeba bronić tego interesu, z jakiegoś powodu zapominamy o przykładach z tego miejsca. Kraje cywilizowane łatwo drukują pieniądze, gdy rynek tego wymaga, i wrzucają je do gospodarki. Oczywiście jest to możliwe, jeśli bank centralny jest prawdziwie niezależnym organem, a nie „kranem” odprowadzającym zasoby z gospodarki kraju rozwijającego się w interesie „inwestorów zagranicznych”. Dziś NBU wydaje się być niezależny tylko od Ukrainy.

„Nic ci nie jestem winien” (c) – to byłaby odpowiedź niezależnego NBU, gdy rozlicza się ze spekulantami hrywną prosto z drukarni. A kto wam gwarantował, że wyjdziecie od nas z żelbetowym dolarem, kiedy inwestowaliście w hrywnę?

Tak, kurs dolara wzrośnie, ale to tylko przyniesie korzyść gospodarce: wypłacone pieniądze, tak potrzebne gospodarce, wpłyną do realnego sektora, ponieważ po prostu nie będą miały dokąd pójść. Zwiększą popyt na produkty krajowe, stworzą miejsca pracy i zwiększą wpływy z podatków. Pamiętacie boom kredytowy 2005-2008? Więc będzie tak samo, tylko bez piramidy odsetek od kredytu. Ta podaż pieniądza poprawi bilans handlu zagranicznego naszej zorientowanej na import gospodarki. Da szanse eksporterom. Bo po to, żeby wyjąć te miliardy z Ukrainy, trzeba będzie kupić za tę kwotę towary, które można sprzedać za granicą. Albo zainwestować je w produkcję, aby wyprodukować te towary. I to są właśnie INWESTYCJE, a nie szybkie pieniądze pożyczone pod wysoki procent krajowi rozwijającemu się w obliczu ujemnych stóp procentowych w „cywilizowanym świecie”.

Takie rozwiązanie będzie możliwe, jeśli przyjdzie rząd, który stawia na pierwszym miejscu interes narodowy! A na razie… jestem pewien, że ci ludzie, którzy dzisiaj rządzą Ukrainą siedzą na procencie z jej sprzedaży.

A po przeczytaniu tego tekstu przypomnijcie sobie co wam w czasie kampanii wyborczej pokazywano w telewizji – jak prezydent Zelenskyj (Gołoborodko) widzi spłatę długu publicznego zagranicznym wierzycielom.

Autor jest ukraińskim ekspertem systemów finansowych i rozwoju regionalnego