Wyborczy nokaut „klowna”

402

Pierwsza tura wyborów prezydenckich na Ukrainie choć zakończyła się wynikiem, jaki przewidywano, to jednak przyniosła kilka zaskoczeń.

Pierwsze, to gigantyczna skala poparcia, jaką uzyskał producent filmowy i komik w jednej osobie Wołodymyr Zelenskyj. Wynik nie może nie imponować – przeszło 30 proc. które uzyskał według badań exit poll dają mu niezwykle mocną pozycję wyjściową przed drugą turą wyborów zaplanowaną na 21 kwietnia. Co więcej, to niemal tyle ile łącznie zdobyli urzędujący prezydent Petro Poroszenko i była premier Julia Tymoszenko, którzy podzielili pomiędzy siebie drugą i trzecią pozycję.

Każdy liczy po swojemu

Choć Poroszenko, opierając się na opublikowanych sondażach ogłosił się wiceliderem pierwszej tury, to jednak Tymoszenko nie złożyła broni. Powołuje się na przeprowadzone na zlecenie jej sztabu exit poll, które to jej dają drugie miejsce.

Prognozy ogłoszonych w niedziele wieczorem przez stacje telewizyjne sondaży są obciążone poważną wadą – mało kto ufa ich rzetelności. I trudno się dziwić, skoro z różnych regionów Ukrainy w ciągu dnia nadchodziły informacje od osób, do których zwracali się ankieterzy rujnujące to zaufanie. Pytani przecierali oczy ze zdziwienia, kiedy w „przedstawicielach niezależnych pracowni socjologicznych” rozpoznawali agitatorów, jacy jeszcze kilka dni wcześniej chodzili po domach proponując im pieniądze za oddanie głosu na Poroszenkę.

Oficjalne dane napływające z regionów publikowane przez Centralną Wyborczą Komisję także trudno na razie skonfrontować z rzeczywistością, bo są mocno fragmentaryczne. Sztab Tymoszenko podał swoje podliczenia dla kilku regionów zrobione na podstawie oficjalnych protokołów komisji obwodowych. Można przypuszczać, że wybrał te regiony, w których była premier może liczyć na mocniejsze poparcie. Z porównania tych danych z danymi procentowymi CWK wynika, że Tymoszenko jest nieco niedoszacowana, trudno jednak powiedzieć na ile wpłynie to na ostateczny wynik.

Bolesny upadek mitu

Jednym z kluczowych argumentów wysuwanych przez sztab Poroszenki przeciwko Zelenskiemu było to, że „błazen nie może być głównodowodzącym armii”, a jego zwolenników wysyłano na front i próbowano odstraszyć od udziału w wyborach rozpuszczaniem plotek o rzekomym mającym nastąpić odławianiu poborowych, którzy pojawią się w lokalach wyborczych. Mozolnie budowany mit Poroszenki – jedynego kandydata obrońców ojczyzny jednak właśnie upadł z hukiem.

Jurij Butusow, redaktor naczelny serwisu informacyjnego censor.net opublikował dane z trzech przyfrontowych komisji wyborczych, w których głosowali wyłącznie żołnierze walczący dziś na Donbasie – wśród frontowych wyg, które wyszły na chwilę z okopów, by oddać głos wygrał „błazen” Zelenskyj. Zagłosowało na niego 517 żołnierzy, podczas gdy na Poroszenkę 470. Żołnierze nie dość, że nie widzą zagrożenia w Zelenskim, to jeszcze ocenili go wyżej niż promującego się armią Poroszenkę.

Pozabijać i podzielić

Nic dziwnego, że rewelacyjny wynik Zelenskiego budzi nieskrywaną wściekłość w obozie jego prawdopodobnego kontrkandydata. Były zastępca redaktora naczelnego „Moskiewskiego Komsomolca” Ajder Mużdabajew, który w 2015 r. przejechał do Kijowa dziś zaliczany jest do „rosyjskiej puli” propagandzistów urzędującego prezydenta Petra Poroszenki. Komentując wyborczy sukces Wołodymyra Zelenskiego Mudżabajew wezwał, ni mniej ni więcej tylko… do rozstrzeliwania jego zwolenników i rozdziału Ukrainy.

“Oto śliczna mapa tych, z którymi żyjemy w jednym kraju. To – zwyczajni zdrajcy. (…) Żadnych szans wygrać z nimi w drugiej turze nie mamy. To absolutnie nierealne. Zdrada zwycięży z prawdopodobieństwem 100%. (…) Widać trzeba będzie strzelać. (…) To oznacza nową rewolucję, zwycięstwo patriotów, ale jednocześnie utratę jeszcze 6-8 obwodów.” – perorował na facebooku były wicenaczelny moskiewskiej gadzinówki.

Pod nadzorem “pidrachujów”

Na razie trudno ocenić, na ile uczciwie przebiegły wybory. Centralna Wyborcza Komisja poinformowała, że głosowanie odbyło się bez większych zakłóceń. Urzędowy optymizm w konfrontacji z danymi jakie podał sztab Wołodymyra Zelenskiego wygląda co najmniej dziwnie – na gorącą linię sztabowców zgłoszono bowiem aż 5869 (!) przypadków naruszeń.

Przed nami jednak nie mniej istotny etap – liczenie głosów i publikacja oficjalnych wyników wyborów i trudno powiedzieć na ile uczciwie on będzie przebiegał. Fakt, że szefowa Centralnej Wyborczej Komisji spędziła Nowy Rok wspólnie z Poroszenką w luksusowej rezydencji w Karpatach, a jedną z jej pierwszych decyzji było mianowanie swoimi doradcami odpowiedzialnych za sfałszowane wybory byłych szefów CWK z czasów prezydentury Leonida Kuczmy – Sergieja Kiwałowa, i reżimu Janukowycza – Michaiła Ochendowskiego, którzy za swoje osiągnięcia nazywani są nad Dnieprem “pidrachujami” nie jest najlepszą reklamą bezstronności i rzetelności kierowanej przez nią komisji.

Michał Kozak