Zamrożona współpraca MFW z Ukrainą

375

W relacjach Ukrainy i MFW jedni mówią o faktycznym zerwaniu wynegocjowanego w 2015 roku programu współpracy, inni “zaledwie” o kryzysie zaufania ze strony Funduszu, który ma już dość obietnic i żąda konkretów. Bez radykalnej walki z korupcją szanse na pieniądze z MFW są zerowe.

W tym roku Ukrainę czekają zwiększone wypłaty z tytułu jej zobowiązań międzynarodowych. Ukraiński dług to dziś już 76,3 mld dolarów czyli ok. 75 proc PKB. Tylko w 2018 r. do spłacenia jest 308 mld hrywien, czyli ok. 11 mld dolarów, przy rezerwach walutowych banku centralnego rzędu 19 mld dolarów. 178 mld hrywien to spłata rat kapitałowych, z czego 35 proc. przypada na zadłużenie zagraniczne. 44 mld hrywien ma otrzymać MFW z tytułu spłaty zobowiązań, zaciąganych w minionych latach, ponad 8 mld hrywien Międzynarodowy Bank Odbudowy i Rozwoju, a 3,8 mld hrywien Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju.

Do tego, rząd w Kijowie musi znaleźć kolejne 130 mld hrywien na spłatę odsetek od zaciągniętych kredytów w wysokości 51 mld hrywien, a 39 proc. z nich to odsetki od zobowiązań wobec podmiotów zagranicznych. Ukraina zadłuża się w tempie przeszło trzykrotnie szybszym, niż rośnie jej gospodarka. Łączne, gwarantowane przez państwo zadłużenie wzrosło w zeszłym roku o 7,5 proc., podczas gdy tempo wzrostu ukraińskiej gospodarki z trudem przekroczyło 2 proc.

Bez dalszej współpracy z międzynarodowymi instytucjami finansowymi realizowanie płatności będzie więc niemożliwe. „Na razie nie możemy sobie poradzić samodzielnie, bez zewnętrznego wsparcia” – przyznaje premier Wołodymyr Hrojsman.
Reformy tak, ale…

Tymczasem, znajdująca się w tak krytycznej sytuacji, Ukraina sama odcina sobie źródła finansowania, ciążących na niej zobowiązań. Unikanie wykonywania zobowiązań z tytułu zawartego w 2015 roku z Międzynarodowym Funduszem Walutowym programu stand by zaowocowało wstrzymaniem wypłat kolejnych transz wsparcia makroekonomicznego. W efekcie z 17,5 mld dolarów, które przewidziano w umowie, Kijów otrzymał dotychczas zaledwie 8,7 mld dolarów. W tym roku chciałby otrzymać jeszcze przynajmniej 2 mld dolarów, jednak szanse na to są nikłe.

Ukraińskie władze skłonne są bowiem wykonywać tylko te z wymagań MFW, które obciążają społeczeństwo — unikają zaś tych, które doprowadziłyby do głębokich zmian systemu gospodarczo-politycznego nad Dnieprem. „Na dziś” do wykonania są dwa podstawowe żądania MFW – kolejna w ciągu ostatnich trzech lat podwyżka cen gazu ziemnego dla odbiorców indywidualnych i uchwalenie przez parlament ustawy o utworzeniu specjalnego sądu antykorupcyjnego, jaki miałby w założeniu ścigać malwersacje, jakich dopuszczają się przedstawiciele władz.

Pierwszy z tych wymogów nie budzi sprzeciwu władz. MFW domaga się podniesienia ceny gazu o 18 proc. Kijów skłonny jest to zrobić, przeczekawszy newralgiczny okres grzewczy, w którym podniesienie ceny gwałtownie uderzyłoby po i tak już pustych kieszeniach Ukraińców i mogło zaowocować wybuchem społecznym. Kością niezgody jest za to stworzenie sądu antykorupcyjnego, które to zobowiązanie jest sabotowane przez władze ukraińskie.

We wrześniu zeszłego roku, podczas konferencji Jałtańskiej Strategii Europejskiej w Kijowie, ukraiński prezydent przekonywał, że Ukrainie sąd antykorupcyjny nie jest potrzebny i wystarczy stworzyć w działających dziś sądach dodatkowe izby antykorupcyjne. Ostatecznie, pod międzynarodowym naciskiem, w grudniu zeszłego roku Poroszenko skierował do parlamentu swój projekt ustawy. Zawarte w nim rozwiązania, zdaniem ekspertów, czyniły jednak ten organ fikcją. W lutym z „wizytą ostatniej szansy” Kijów odwiedziła misja MFW. Jej przedstawiciele po raz kolejny potwierdzili, że bez przyjęcia ustawy o sądzie antykorupcyjnym, w wersji ustalonej z Funduszem, na dalszą współpracę Ukraina nie ma co liczyć.

„Obecnie ważne jest, by władze Ukrainy zagwarantowały niezwłoczne rozpatrzenie przez parlament projektu ustawy o sądzie antykorupcyjnym i żeby podczas prac parlamentarnych wprowadzono do niego poprawki, niezbędne do doprowadzenia ostatecznego tekstu ustawy do pełnej zgodności ze zobowiązaniami, przewidzianymi w programie wspólpracy” – oświadczył 19 lutego stały przedstawiciel MFW w Kijowie Goesta Ljungman, podsumowując wyniki rozmów. Minister finansów Ukrainy Ołeksandr Daniluk przyznał zaś, że w kwestii sądu antykorupcyjnego MFW i Kijów nie osiągnęły porozumienia.

Zakręcony kurek

Zdaniem analityków, Ukraina bez współpracy z MFW nie ma szans na współpracę z innymi międzynarodowymi instytucjami finansowym, w szczególności zamkną się dla niej możliwości emitowania na rynkach międzynarodowych obligacji rządowych. „Bez programu współpracy z MFW rząd nie będzie w stanie pożyczyć nic na rynkach zewnętrznych, a bez tego nie da się przeprowadzić refinansowania tych wypłat, które nas czekają” – oceniał Wołodymyr Dubrowskyj z CASE Ukraina.

Pierwsze sygnały, mówiące o tym, że te prognozy są słuszne już się pojawiły. Jesienią zeszłego roku ukraińskie ministerstwo finansów informowało, że liczy w tym roku na uruchomienie nowego programu, dzięki któremu Ukraina miałaby otrzymać kolejne 1,8 mld euro pomocy makroekonomicznej z Unii Europejskiej; do tej pory Unia przekazała już naszemu wschodniemu sąsiadowi 2,81 mld euro. Jednak pod koniec lutego, w wywiadzie udzielonym „Ukraińskiej Prawdzie”, Christian Danielsson – szef działającej w strukturach Komisji Europejskiej Dyrekcji Generalnej ds. Polityki Sąsiedztwa i Negocjacji w sprawie Rozszerzenia – otwarcie uzależnił współpracę UE z Kijowem od spełnienia przez ekipę Petra Poroszenki wymogów stawianych przez MFW.

„Obowiązkowym warunkiem dla przekazania przez UE pomocy makroekonomicznej jest istnienie działającego programu MFW. Dziś Ukraina znajduje się w stadium dyskusji z MFW o warunkach kontynuowania programu finansowania. Powinno zostać osiągnięte porozumienie i ogłoszone o przedłużeniu współpracy Ukrainy z MFW, żebyśmy mogli zrobić kolejne kroki w sprawie udzielenia Kijowowi pomocy makroekonomicznej” — zapowiedział unijny urzędnik.

Inwestorzy czekają na reformy

Alternatywą dla pomocy międzynarodowej mogłyby być realne reformy zmieniające klimat inwestycyjny, ale na razie na to się nie zanosi. Ukraina w międzynarodowych rankingach dotyczących korupcji i warunków prowadzenia działalności gospodarczej zajmuje bardzo odległe miejsce.

Zdaniem ekonomisty Ołeha Ustenki z Fundacji Blazera, ukraińskie władze powinny obrać kurs na szybką i zdecydowaną poprawę klimatu biznesowego w kraju, znosząc przede wszystkim bariery administracyjne blokujące podejmowanie nowych projektów biznesowych. „Kraj otrzymałby napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych, nie na poziomie dwóch i pół, czy trzech, ale dziesięciu miliardów dolarów, jak to miało miejsce w 2007 roku. I wtedy można by zrezygnować z MFW. Sprawa jedynie w woli i rozumieniu, że trzeba coś zrobić” – komentował spór Kijowa i MFW. Jednak, jak krytycznie ocenia, prawdopodobieństwo takiego rozwoju sytuacji jest minimalne.

Brak reform systemowych odbija się na ukraińskiej gospodarce. W efekcie w 2017 roku odnotowano spadek produkcji zarówno w rolnictwie, jak i w sektorze przemysłowym. Z roku na rok sytuacja biznesu w Ukrainie się pogarsza i w efekcie rośnie udział szarej strefy w gospodarce.

W opublikowanym w styczniu przez MFW raporcie „Shadow Economies Around the World: What Did We Learn Over the Last 20 Years?” odnotowano, że udział szarej strefy w ukraińskiej gospodarce w 2015 r. osiągnął poziom 42,9 proc., skutecznie pozbawiając budżet państwa lwiej części potencjalnych wpływów.

Komitet ekspertów Rady Europy do spraw zapobiegania praniu pieniędzy MONEYVAL w opublikowanym niedawno raporcie ocenia, że ogromny udział szarej strefy w gospodarce Ukrainy czyni ją bardzo wrażliwą na sytuacje kryzysowe. Eksperci MONEYVAL przekonują, że Kijów „potrzebuje więcej spraw sądowych i wyroków w sprawach związanych z korupcją i rozkradaniem majątku państwowego na wysokim szczeblu, nie tylko przez osoby związane z dawnym reżimem, ale także osoby aktualnie pełniące funkcje urzędowe i ich partnerów”.

Na korupcję, jako główną przeszkodą w prowadzeniu działalności przez inwestorów, wskazało 96 proc. ze 184 przedstawicieli, działających na Ukrainie firm zagranicznych. Aż 91 proc. inwestorów stykało się w swojej działalności z korupcją i było to o 10 proc. więcej niż przed rokiem. Równocześnie aż 71 proc. uważa, że najbardziej skorumpowaną częścią ukraińskiego aparatu państwowego, przeszkadzającą w inwestowaniu nad Dnieprem, są ukraińskie sądy powszechne. W tej sytuacji 89 proc. inwestorów wskazuje na konieczność stworzenia od podstaw wyspecjalizowanego sądu antykorupcyjnego. „Walka z korupcją i stworzenie sądu antykorupcyjnego powinny być priorytetem w 2018 roku , bo zdaniem środowiska biznesowego wykorzenienie korupcji jest kluczem do wzrostu gospodarczego i zwiększania inwestycji zagranicznych” – podsumowywał wyniki sondażu szef Amerykańskiej Izby Handlowej w Ukrainie Andrij Gunder.

Ze swojej strony rząd przekonuje, że problem korupcji jest wyolbrzymiany. „Wielu naszych wrogów jest zaciekawionych w destabilizacji Ukrainy i oni zawsze będą wysuwać problem korupcji w naszym kraju. Wciąż powtarzają że korupcja jest bardzo rozpowszechniona. Ja uważam, że to przesada” – komentował w wywiadzie udzielonym gruzińskiej edycji Forbesa premier Wołodymyr Hrojsman.

W tej sytuacji trudno o zbliżenie stanowisk między MFW domagającym się wzmożenia instytucjonalnej walki z wyniszczającym ukraińską gospodarkę zjawiskiem korupcji i rządem w Kijowie, a efektem jest zamrożenie programu wsparcia makroekonomicznego, które najprawdopodobniej utrzyma się jeszcze długo.

Zdaniem szwedzkiego ekonomisty Andersa Aslunda z Atlantic Council, Ukraina na skutek postawy swoich władz straciła szansę na realne wsparcie finansowe ze strony MFW, przynajmniej do czasu, dopóki na stanowisku prezydenta pozostaje nie skłonny do reformowania gospodarki Petro Poroszenko. W ocenie Aslunda, jakiekolwiek pieniądze z Funduszu, Kijów może otrzymać dopiero po wyborach prezydenckich, które mają się odbyć w 2019 roku.

Michał Kozak