Jurij Kasjanow: Co trzeba wiedzieć, żeby w końcu zacząć wygrywać

64

“Czego byśmy nie robili, tak czy inaczej wychodzi nam „sojuz”. „Sojuz”, w którym dziewięćdziesiąt procent najbiedniejszej ludności jest totalnie pozbawionych praw, ale formalnie ma wszelkie prawa. „Sojuz”, w którym jest najlepsza Konstytucja, a kraj i tak żyje według widzimisię. „Sojuz”, w którym władza przekazywana jest dziedzicznie: od sekretarza rejonowego komitetu partii – do jego syna, sekretarza komsomołu, od czerwonego dyrektora państwowego przedsiębiorstwa – do jego córki, która sprywatyzowała zakład” – Jurij Kasjanow, znany ukraiński wolontariusz i szef zespołu budującego bezpilotowe drony na potrzeby ukraińskiej armii, opisał na facebooku, w jakiej sytuacji znajduje się Ukraina po trzech latach od Rewolucji Godności.

“Prawie każdy z posiadających władzę wywodzi się z rodów partyjnych, dyrektorskich, sowiecko-profesorskich, generalskich. Albo z kryminalnych. W 1991 r. oni zmienili szyld i napisali na nowo zasady gry, nazywając je modnym słowem „demokracja”. W 2004 r. ogłosili kosmetyczny remont. W 2014 r. generalną przebudowę. Ale jakichbyśmy nie mieli nadziei, i czego oni by nie robili, jakich ustaw by nie przyjmowali, sytuacja się nie zmienia: po staremu 10 procent partyjno-urzędniczych bandytów żyje na rachunek 90 procent pozostałych.

“I rzecz całkiem nie w grymasach kapitalizmu” – zauważa Kasjanow. “Rynkowe relacje zakładają obowiązkową konkurencję, „sojuz” – bezwarunkowe zachowanie status quo, nieskończone odtwarzanie feudalnego systemu. Czasami feudałowie walczą miedzy sobą o prawo do naszych pieniędzy, naszych zasobów, naszej pracy, i wtedy wydaje się nam, że dokonuje się rewolucja… Ale nie – zwycięscy feudałowie są jeszcze groźniejsi od poprzednich, i pozbawieni praw stają się jeszcze bardziej pozbawionymi praw, rządzący – upajają się poczuciem wszechwładzy.

Wojna, patriotyczne uczucia, konsolidacja narodu – tylko umacniają rządzący reżim. W czasie wojny można więcej zabraniać, więcej śledzić, więcej wsadzać, więcej zabierać. Wojenna industria feudalnego państwa sprawnie płaci rentę feudałom. Niebezpiecznych ideowców pożera front. Codzienne krwawe ofiary kształtują w masowej świadomości obraz strasznego, niezwyciężonego wroga, jedyną obroną przed którym jest mądrość wyższych kierowników. Gdyby nie oni – byłoby jeszcze gorzej, gdyby nie oni – my wszyscy byśmy już umarli. Ciągła bezmyślna wojna staje się sensem istnienia reżimu. Zwyciestwo jest niepotrzebne. Zwycięstwo jest bezsensowne. Dlatego, że wojna – to pokój, wolność – niewola, brak wiedzy – siła…

I najważniejsze. Żadne wybory niczego w istocie nie zmienią. Po pierwsze, same wybory pod kontrolą feudalnego systemu są tylko dobrze wyreżyserowaną fikcją, gigantycznym pseudodemokratycznym show, głównym celem którego jest okresowe obniżanie poziomu napięcia społecznego. Wybory to zawór bezpieczeństwa dla przegrzanej pary. Po drugie – żadna „partia” i żadni „liderzy” nawet nie przewidują demontażu istniejącego feudalnego systemu. Kto by nie przyszedł do władzy w rezultacie formalnych „wyborów” – wszyscy oni od Opozycyjnego Bloku do „młododemokratów” to twórcy systemu albo jego pochodne, niewolnicy, marzący o tym by mieć swoich niewolników. Innych system po prostu nie dopuszcza do kontrolowanych przezeń „demokratycznych” procedur – to robi się za pomocą kieszonkowych mediów i represyjnego aparatu „ochrony prawa”.

Wygrać z systemem, grając według jego reguł się nie da. Oto co trzeba wiedzieć, żeby w końcu zacząć wygrywać” – podsumowuje swoją analizę smutnej ukraińskiej rzeczywistości Jurij Kasjanow.

Źródło:

fot. Internet