Rosyjska szarża na ukraińską eurointegrację

805

Wojna handlowa, jaką Rosja wytoczyła Ukrainie usiłując zmusić ją do wstąpienia do Związku Celnego, ogarnia kolejne sektory gospodarki. Pociągnęła już też za sobą nie tylko straty ekonomiczne, ale i ofiary śmiertelne. Formalnej wojny nie ma, ale szykany wobec ukraińskich producentów ze strony Rosji rozpoczęły się w połowie lipca i nabierają rozpędu.

Wiele wskazuje na to, że Kreml krok za krokiem realizuje starannie opracowany plan, który ma na celu sparaliżowanie grupy proeuropejsko nastawionych oligarchów znad Dniepru. Przy czym, co znamienne, rosyjskie władze starają się nie drażnić samego Wiktora Janukowycza – ich działania szerokim łukiem omijają gospodarcze interesy najbliższego otoczenia ukraińskiego prezydenta.

Rosyjskie zaostrzenie procedur celnych uderzyło w sumie w około 40 ukraińskich eksporterów i choć w połowie sierpnia na ukraińsko-rosyjskiej granicy stało w kolejce do odprawy prawie tysiąc wagonów, a eksport z Ukrainy zamarł, oficjalnie Kreml twierdzi, że w rosyjskich działaniach „nie ma żadnej polityki”. – Jesteśmy zaniepokojeni sytuacją jaka wynikła, bo odbija się ona na związkach handlowo-gospodarczych. Ale to decyzja organów celnych, na szczeblu rządowym żadne decyzje co do regulowania importu z Ukrainy nie zapadały – przekonuje Moskwa.

Na większą szczerość pozwolił sobie ostatnio Siergiej Głaziew, jeden z najbliższych współpracowników Władimira Putina, oznajmiając, że blokada granicy to tylko przygrywka do dalszych działań. – Nie trzeba dramatyzować. Rosyjska służba celna prowadziła profilaktyczne działania związane z przygotowaniem zmiany reżimu celnego w razie gdyby Ukraina podpisała umowę o stowarzyszeniu z UE. Wnioski wyciągnęliśmy i teraz trwa opracowanie informacji. Sytuacja normalizuje się, ale my na wszelki wypadek szykujemy się do nasilenia działań, jeśli Ukraina zrobi ten samobójczy krok i podpisze umowę o stowarzyszeniu – komentował wydarzenia na ukraińsko-rosyjskiej granicy.

I zapowiedział wzmocnienie barier celnych, drobiazgową kontrolę weterynaryjną i sanitarną importowanych z Ukrainy towarów. Zasugerował też wycofanie się Rosji z umowy o strefie wolnego handlu z Ukrainą i skasowanie rosyjsko-ukraińskich projektów dotyczących energetyki atomowej, przemysłu obronnego, rakietowo-kosmicznego i lotniczego.

Kto rządzi na Morzu Azowskim?

Najnowsza wojna handlowa wytoczona przez Rosję Ukrainie zaczęła się od krwawego incydentu.

W połowie lipca okręt patrolowy rosyjskiej straży granicznej zatopił na Morzu Azowskim ukraiński kuter rybacki. Władze rosyjskie najpierw oświadczyły, że to rybacy próbowali staranować okręt straży. Jednak pod koniec sierpnia wypłynęło nagranie wideo pokazujące, jak z zimną krwią rosyjscy funkcjonariusze po cywilnemu urządzają polowanie na kuter, a w końcu taranują ukraińską łódź zabijając czterech członków pięcioosobowej załogi. Oficjalnie powodem ataku miało być naruszenie przez rybaków granicy ukraińsko-rosyjskiej. Tyle, że jak podkreślają w Kijowie, mimo upływu 22 lat od rozpadu ZSRR nie ma rozgraniczenia Morza Azowskiego, więc i do naruszenia nieistniejącej formalnie granicy dojść nie mogło. Przyznały to pośrednio same władze rosyjskie wycofując pierwotny zarzut.

Jednak cel został osiągnięty – Rosjanie skutecznie sparaliżowali ukraińskie połowy na spornym akwenie, bo rybacy obawiają się o własne życie. Równocześnie rosyjskie służby celne rozpoczęły blokowanie ukraińskiego eksportu.

Z rurą na opozycję

Na pierwszy ogień poszedł największy ukraiński producent słodyczy – firma Roshen. Rosyjski urząd ochrony konsumentów, Rospotrebnadzor, zarzucił firmie, że jej wyroby zawierają rakotwórczy benzopiren i zakazał ich wwozu.

Tymczasem strona ukraińska podkreśla, że na terenie Rosji, podobnie jak w UE, nie obowiązują żadne normy regulujące zawartość benzopirenu w słodyczach. Rospotrebnadzor nie mógł więc kontrolować jego domniemanej zawartości w wyrobach Roshenu. I jak się wkrótce okazało Ukraińcy mieli rację. Już po kilku dniach w żadnej z próbek towarów nie wykryto trucizny, którą rosyjscy urzędnicy straszyli odbiorców wyrobów ukraińskiego producenta. Rosyjscy urzędnicy chyłkiem się z oskarżenia wycofali, wysuwając w jego miejsce zarzut o „niewłaściwe oznakowanie wyrobów”.

Należący do oligarchy Petra Poroszenki koncern Roshen to największy producent słodyczy na Ukrainie – należy do niego 25 proc. rynku. Rosja jest największym zagranicznym odbiorcą firmy – roczna wartość eksportu to 50 mln dol. Zdaniem ekspertów rosyjski cios jest dla Roshena tym boleśniejszy, że spożycie czekolady na Ukrainie w zeszłym roku zmniejszyło się o 13 proc.

Wybór celu szykan ewidentnie nie był przypadkowy. Petr Poroszenko to znany z proeuropejskiego nastawienia były szef banku centralnego i minister spraw zagranicznych w rządzie Julii Tymoszenko.

Rosyjskie działania odczuli też inni producenci słodyczy. Funkcjonariusze celni kwestionowali autentyczność certyfikatów pochodzenia wyrobów i odsyłali je do ekspertyzy. Ukraińskie firmy otrzymały propozycję nie do odrzucenia – spłaty „kaucji” równej wysokości rosyjskiego cła na wyroby cukiernicze z Unii Europejskiej. Na granicy stanęły także transporty wina z wytwórni w Sewastopolu oraz piwa wysłanego do Rosji przez największego ukraińskiego producenta piwa i napojów bezalkoholowych – kijowską firmę Obołoń.

Dostało się też dniepropietrowskiemu oligarsze Wiktorowi Pińczukowi, zięciowi Leonida Kuczmy utrzymującemu zażyłe kontakty z byłym prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Zgodnie z ukraińsko-rosyjską umową międzypaństwową z 2011 r. producenci znad Dniepru mieli prawo do bezcłowego wwozu na teren Rosji 300 tys. ton rur rocznie, w 2012 r. limit ten Rosjanie jednostronnie zmniejszyli do zaledwie 120 tys. ton. W połowie lipca rosyjski rząd zdecydował o nieprzedłużaniu na kolejne półrocze kwoty bezcłowej wwozu ukraińskich rur, których głównym eksporterem jest należąca do Pińczuka spółka Interpipe.

Achmetow w opałach

Parę tygodni później przyszła kolej na najbogatszego oligarchę Ukrainy i głównego konkurenta Wiktora Janukowycza w walce o dominację gospodarczą nad Dnieprem – Rinata Achmetowa.

W połowie sierpnia o narastającej presji ze strony rosyjskich organów celnych poinformował w oficjalnym komunikacie należący do Achmetowa koncern Metinvest.

– Oficjalnie Rosja nie wprowadziła żadnych ograniczeń handlowych, nie było też zmiany ustawodawstwa celnego, mimo to nasza produkcja zaczęła być poddawana dodatkowym procedurom kontrolnym. Rosyjscy celnicy wymagali rozładowywania na granicy wszystkich wagonów z wyrobami koncernu, podczas gdy wcześniej pełnej kontroli poddawano kilka wagonów na kwartał. Rosyjscy celnicy domagali się też certyfikatów pochodzenia towarów, które następnie wysyłali na ekspertyzę do Moskwy, by potwierdzić ich autentyczność. Czas oczekiwania na taką ekspertyzę może wynosić nawet dwa miesiące i przez ten czas towar nie może przekroczyć granicy. Wcześniej strona rosyjska nigdy nie kwestionowała pochodzenia naszych wyrobów W dodatku celnicy domagali się prawa do pobierania próbek towaru, uszkadzając wyroby dostarczane do odbiorców rosyjskich. W efekcie nasza firma ponosi poważne straty finansowe – ogłosił Metinvest.

Pod koniec sierpnia Rosja otworzyła nowy front w wojnie handlowej z Ukrainą – Euroazjatycka Komisja Ekonomiczna postanowiła wprowadzić cła ochronne na ukraińską i chińską porcelanę. Nowa regulacja ma obowiązywać do września 2016 r. Przez najbliższy rok ceramika importowana z Ukrainy i Chin obłożona będzie cłem wynoszącym 1479 dol. za tonę, w kolejnym roku – ponad 1 tys. dol., a w ostatnim roku obowiązywania specjalnej taryfy – ok. 600 dol. za tonę. Formalnie decyzję tę podjęto na wniosek kilku rosyjskich wytwórni ceramiki, ale obserwatorzy nie mają wątpliwości, że stoją za nią polityczne interesy Rosji, która chce ukarać Ukrainę za jej eurointegracyjny kurs.

Kum Putina autorem planu wojny?

Ukraińskie media przekonują, że za planem zmasowanego rosyjskiego ataku na ukraińską gospodarkę stoi były szef administracji prezydenta Leonida Kuczmy Wiktor Miedwiedczuk, którego Kreml chciałby widzieć w fotelu prezydenta Ukrainy zamiast Janukowycza. Z rosyjskim prezydentem łączą go bliskie więzy – Putin jest ojcem chrzestnym jego córki i stałym gościem krymskiej rezydencji Miedwiedczuka.

Zgodnie z tym planem rosyjski atak miałby uderzyć w oligarchów znad Dniepru dysponujących udziałami w najważniejszych stacjach telewizyjnych angażujących się po stronie obozu „proeuropejskiego”. Stąd te szykany wobec Wiktora Pińczuka – kanały ICTV, STB, Nowy Kanał, Rinata Achmetowa – TRK Ukraina i Petra Poroszenki – 5 Kanał.

Sam polityk stanowczo zaprzecza, by miał z działaniami Rosji cokolwiek wspólnego. Jednak doradca Putina Siergiej Głaziew w wywiadzie udzielonym ukraińskiej gazecie „Wiesti” pośrednio potwierdził rolę Miedwiedczuka.

W sukurs Kremlowi, jak donoszą ukraińskie media, przyszło kilkudziesięciu deputowanych Partii Regionów, którzy na początku września doprowadzili do zerwania głosowań nad pakietem ustaw eurointegracyjnych. – W Partii Regionów rosyjska piąta kolumna wszczęła bunt. W sumie jakieś 40 bagnetów. To ci, którzy służą nie Janukowyczowi i tym bardziej nie Ukrainie, ale Putinowi i Rosji. Ogłosili, że nie będą głosować za projektami związanymi z eurointegracją – komentował deputowany opozycyjnej partii UDAR Wołodymir Kurinnyj. Jego doniesienia potwierdził pośrednio, wskazywany jako lider grupy antyeuropejskiej, były minister do spraw sytuacji nadzwyczajnych Nestor Szufrycz. – Nie wykluczam, że w parlamencie zjawi się grupa parlamentarna opowiadająca się za współpracą ze Związkiem Celnym – komentował.

Równocześnie rozpoczęła się „spontaniczna” akcja zbierania podpisów poparcia dla wstąpienia Ukrainy do Związku Celnego. Na rosyjskojęzycznych portalach społecznościowych pojawiły się ogłoszenia o odpłatnej ich zbiórce – za każdy zdobyty podpis organizatorzy obiecują 3-4 hrywny, czyli niecałe 1,5 zł.

Rosyjskie dane z sufitu

Równocześnie z falą ataków na ukraińską gospodarkę Kreml wzmaga akcję propagującą członkostwo Ukrainy w Związku Celnym.

Próbując zachęcić Ukrainę do rezygnacji z eurointegracji Rosjanie co i rusz rzucają kolejne kwoty, jakie miałby na progu Związku Celnego uzyskiwać południowo-zachodni sąsiad. Z 8-9 mld dol., o jakich mówił Władimir Putin w zeszłym roku, urosły one już do 12 mld w wywiadzie dla prasy Sergieja Głaziewa. A w jednej z najnowszych wypowiedzi rosyjskiego prezydenta mowa już była nawet o 220 mld dol., jakie Ukraina miałaby zyskać do 2030 r. dzięki członkostwu w Związku Celnym i wynoszącym rocznie 7 proc. wzroście PKB.

Jednak jak się niedawno okazało cyfry te Rosjanie biorą z sufitu. Dopiero 8 lipca administracja rosyjskiego prezydenta ogłosiła przetarg na opracowanie analizy: „Możliwy efekt ekonomiczny przyłączenia krajów bliskiej zagranicy do Związku Celnego i Jednolitej Przestrzeni Gospodarczej”. Celem dokumentu ma być analiza ekonomicznych przewag i strat wynikających z przyłączenia innych krajów do Związku Celnego, określenie ekonomicznych czynników aktywizacji integracyjnych procesów na przestrzeni Euroazjatyckiej dla każdego państwa regionu, a w szczególności efektu ekonomicznego integracji w modelu rosyjskim dla każdego z potencjalnych państw członkowskich.

Mówiąc wprost, dopiero autorzy analizy mieliby policzyć to, o czym z takim przekonaniem od dawna opowiadają władze Rosji. Sam dokument ma być gotowy w listopadzie, w przededniu wileńskiego szczytu Partnerstwa Wschodniego, a jego upublicznienie najprawdopodobniej ma posłużyć jako finałowy akord rosyjskiej kampanii skierowanej na zerwanie eurointegracji Ukrainy.

Janukowycz traci cierpliwość

W miarę nasilania się ataków Kremla ekipa Wiktora Janukowycza zdaje się tracić cierpliwość. Ukraiński minister energetyki i przemysłu węglowego Eduard Stawickyj kilka dni temu zapowiedział „przyjrzenie się”, w jaki sposób rosyjska firma Rosnieft wykonuje zobowiązania inwestycyjne zapisane w kontrakcie prywatyzacyjnym rafinerii w Lisiczansku.

Zakład został przez Rosjan zamknięty jeszcze wiosną zeszłego roku, mimo że Rosnieft zobowiązał się do utrzymywania produkcji i nie zwalniania załogi. Ukraińscy analitycy zwracają uwagę, że działania strony ukraińskiej, chociaż w pełni umotywowane, są zemstą za wojnę handlową rozpoczętą przez Moskwę. Świadczyć ma o tym to, że choć podstawy do reakcji były już ponad rok temu, działania zapowiedziano dopiero teraz. Jeszcze ważniejszy ma być fakt, że szefem Rosnieftu jest Igor Sieczin blisko związany z Władimirem Putinem.

4 września doszło do dość niezwykłego wydarzenia. Wiktor Janukowycz pojawił się na zebraniu parlamentarnej frakcji Partii Regionów, by osobiście spacyfikować antyeuropejsko nastawionych „buntowników”. Na ile jego działanie było skuteczne okaże się już niebawem.

Michał Kozak, ObserwatorFinansowy.pl

Otwarta licencja

http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2013/12/Otwarta-licencja.png