Ukraina poprawia wskaźniki manipulując danymi

878
Ukraińskie władze od miesięcy zapowiadają przyspieszenie reform, jednak miejsce efektywnej polityki gospodarczej coraz częściej zastępują manipulacje danymi. Zmieniono koszyk inflacyjny wyrzucając z niego towary najbardziej popularne, które najbardziej podrożały, w ich miejsce wstawiając taniejące towary luksusowe. Socjologów, którzy pokazują nastroje społeczne próbuje się zastraszyć.

Wariant optymistyczny spadku inflacji na Ukrainie (Opr. DG)

Zgodnie z założeniami „Prognoz ekonomicznego i socjalnego rozwoju Ukrainy na 2012 i głównych makrowskaźników ekonomicznego i socjalnego rozwoju Ukrainy na lata 2013 i 2014” (dokument przyjęty jesienią 2011 r.) rząd przyjmuje dwa scenariusze rozwoju sytuacji na Ukrainie.

Wariant optymistyczny zakłada, że nominalny PKB Ukrainy wyniesie w 2012 r. 1,515 bln hrywien, wzrośnie do 1,735 bln hrywien w 2013 r., a rok później sięgnie poziomu 2 bln hrywien. Odpowiednio wzrost procentowy PKB miałby wynieść po 6,5 proc. w latach 2012-13 i 8 proc. w 2014 r. Średnia płaca nominalna wzrosnąć miałaby z 3130 hrywien w 2012 r. do 4217 hrywien w 2014 r.

W wariancie pesymistycznym nominalny PKB miałby w 2012 r., podobnie jak w wariancie optymistycznym wynieść 1,5 bln hrywien. Różnice tempa rozwoju gospodarki miałyby się ujawnić dopiero w późniejszych latach. W 2013 r. jeszcze niewielka bo nieprzekraczająca 50 mld hrywien, zaś w 2014 r. nominalny PKB miałby wynieść 1,854 bln, czyli już 146 mld mniej niż w wariancie optymistycznym. Wzrost procentowy PKB miałby wynieść w 2012 r. 3,9 proc., w 2013 r. 4,5 proc., a w 2014 r. 4,2 proc. Średnia płaca nominalna miałaby wzrosnąć z 3016 hrywien w 2012 r. do 3867 hrywien w 2014 r.

(www.obserwatorfinansowy.pl /opr. DG)

Różnice tempa wzrostu gospodarczego miałyby się przełożyć na inflację. Zgodnie z rządowym dokumentem w wariancie optymistycznym tegoroczna inflacja bazowa miałaby sięgnąć 7,9 proc., i zmniejszyć się do 6,2 proc. w 2013 oraz 5,6 proc. w 2014 r. W pesymistycznym scenariuszu poziom tegorocznej inflacji byłby taki sam, w 2013 spadłaby ona do 5,9 proc., by w kolejnym ustabilizować się na poziomie 5 proc.

Zatrudnienie ma się w obu scenariuszach utrzymywać na stabilnym poziomie nieco poniżej 21 mln osób a prognozowane bezrobocie pomiędzy 6,2 a 7,7 proc.

Ujemne pozostanie saldo ukraińskiej wymiany handlowej. W wariancie optymistycznym ma się ono jednak znacząco poprawić – z deficytu 5225 mln dolarów w 2012 miałoby zostać wyprowadzone do -1202 mln dolarów w 2014 r. W scenariuszu pesymistycznym ujemne saldo pozostać miałoby na grubo niższym poziomie i wynieść w 2014 r. -6064 mln dolarów wobec -6623 mln dolarów w 2012 r.

Czy ukraińskim władzom uda się osiągnąć zakładany poziom rozwoju gospodarki, choćby ten z wariantu nazwanego pesymistycznym? Można mieć co do tego wątpliwości.

Uczestniczący w tegorocznej Ukraińskiej Konferencji Inwestycyjnej, która odbyła się pod koniec marca w Kijowie inwestorzy liczą się już teraz ze spowolnieniem ukraińskiej gospodarki. Zdaniem 60 proc. z nich wzrost PKB wyniesie w 2012 r. od 2 do 4 proc. zaś zdaniem 23 proc. nie przekroczy on 2 proc. I to przy uwzględnieniu impulsu, jakim dla ukraińskiej gospodarki miało być Euro 2012. Również prognozy opracowane przez analityków ukraińskiej grupy inwestycyjnej Dragon Capital przewidują wzrost PKB w 2012 r. na poziomie 2,2 proc. a więc od 2 do 3 razy niższym niż ten deklarowany przez rząd.

Jednak ustalenie rzeczywistej kondycji ukraińskiej gospodarki może być bardzo trudne. Już dziś bowiem dane makroekonomiczne podawane przez ukraińskie urzędy centralne bardzo często po prostu sobie przeczą.

Według Państwowej Służby Statystyki Ukrainy (Ukrstat) średnia płaca na Ukrainie wzrosła z 2239 hrywien w 2010 r. do 2633 hrywien w 2011 r., czyli o 17,6 proc. Według Ukrstatu realny wzrost płacy w 2011 r. wyniósł 8,7 proc.

Równocześnie ten sam urząd podaje, że bazowy indeks cen spożywczych liczony w relacji grudzień 2011 do grudnia 2010 wyniósł 106,9 proc. Zdaniem dyrektora departamentu ekonomicznego ukraińskiego banku centralnego (NBU) Igora Szumyło sytuacja inflacyjna jest jeszcze inna niż by to wynikało z danych Ukrstatu.

– Inflacja bazowa na Ukrainie wynosi 6 proc., czyli grubo mniej niż wynika z naszych zobowiązań wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego – oznajmił podczas Ukraińskiej Konferencji Inwestycyjnej.

Takie nieścisłości to jednak jedynie wierzchołek góry lodowej. Ukraińscy urzędnicy podjęli w ostatnim czasie działania, które całkowicie zafałszowują oficjalne dane dotyczące inflacji. Niejako przy okazji wzięli się też za analityków kursowych i socjologów publikujących wyniki sondaży nieodpowiadające urzędowej wizji stanu gospodarki.

Statystyka starego i nowego stylu

Zgodnie z ustaleniami Ukrainy z Międzynarodowym Funduszem Walutowym władze w Kijowie zobowiązały się do utrzymania inflacji na poziomie nie przekraczającym 10 proc. Jednak kontrola tego na ile wywiazują się z przyjetych zobowiazań będzie praktycznie niemożliwa.

A to za sprawą zmiany sposobu liczenia indeksu cen spożywczych wprowadzonej ostatnio przez Państwową Służbę Statystyki Ukrainy (Ukrstat). Nie dość że doprowadziła ona do tego, że porównywanie sytuacji inflacyjnej z sytuacją w minionych latach będzie poważnie utrudnione, to w dodatku nowy wskaźnik w znikomym stopniu będzie ukazywał rzeczywistą sytuację inflacyjną

Zgodnie z nakazem wiceszefa Ukrstatu od 1 lutego 2012 „w celu dalszego udoskonalenia metodologii państwowych obserwacji statystycznych w gałęzi statystyki cen” zmieniono koszyk towarów, na podstawie którego od 2007 r. badano indeks cen spożywczych. Te najbardziej drożejące i jednocześnie najczęściej kupowane przez coraz biedniejszych Ukraińców wypadły z koszyka, zastąpiły je towary luksusowe, które albo utrzymują stabilną cenę albo wręcz tanieją.

Skutek zmiany już jest zauważalny. Mimo że statystycznego Ukraińca z miesiąca na miesiąc stać na coraz mniej oficjalny wskaźnik inflacji niemal stanął w miejscu. Z koszyka inflacyjnego zniknęły chleb, bułki, najczęściej kupowane zwykłe makarony, konserwy mięsne, mleko skondensowane, jogurty, dżemy i powidła, popularne marki serów twardych produkcji krajowej, sery topione, wódka, koniak, wina, piwo oraz papierosy.

Usunięto więc najbardziej drożejące w ostatnich latach produkty i te, których znaczące podwyżki już zostały zapowiedziane. Cena chleba wzrosła w ciągu tylko ostatniego roku o ok. 70 proc. Alkohole zdrożały w tym samym czasie o 30-50 proc. a władze zapowiedziały kolejne podwyżki. Ceny ukraińskich serów szybują w górę.

Statystyczny Ukrainiec nie je więc już chleba, ale bagietki. Powszechnie kupowane przez niego rodzime produkty spożywcze zastąpiły „trzymające cenę” – dzięki w miarę sztywnemu kursowi hrywny – makarony z importowanej pszenicy durum, czerwony kawior, importowane sery Edam i Emmentaler oraz sery typu feta. Usługi fryzjerskie „przeceniono” wydzielając z nich jako podstawę analiz tańsze strzyżenie męskie i czesanie kobiece.

Za to aż czterokrotnie będą teraz uwzgledniane w koszyku ceny samochodów osobowych, bo dotychczasową grupę podzielono na: wyprodukowane w Ukrainie, WNP, UE i Japonii. W zmienionym spisie znalazło się także miejsce na klimatyzatory i usługi gosposi.

Efekty zmian pokazały się błyskawicznie. Styczniowa inflacja bazowa liczona w oparciu o nowy koszyk towarów i usług wyniosła śladowe 0,2 proc. Na ile odpowiada to rzeczywistości? Odpowiedź na to pytanie kryje się w wynikach grudniowego sondażu przeprowadzonego przez Ukraińskie Centrum Badań Ekonomicznych i Politycznych (UCBEiP). Badanie pokazuje, że w ubiegłym roku wzrost cen odczuło niemal 90 proc. Ukraińców. Najnowsze dane podawane przez socjologów pokazują, że Ukraińcy nie zmieniają zdania.

– Wykazując niski poziom inflacji rząd zyskuje możliwość oszczędzania na wszystkich programach socjalnych. Taki obraz nie może się jednak nazywać uczciwym i nie daje obiektywnej charakterystyki życia kraju – podkreśla Paweł Rozenko, ekspert UCBEiP.

Socjologia na cenzurowanym

W sytuacji, gdy nie można w pełni zaufać oficjalnym danym sensownym źródłem poznawania rzeczywistego stanu ukraińskiej gospodarki pozostają badania socjologiczne. Według niedawno opublikowanego sondażu Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii (KMIS) 79 proc. Ukraińców uważa, że sytuacja ekonomiczna kraju idzie w złym kierunku.

Na pytanie „Czy jesteś zadowolony z sytuacji ekonomicznej w kraju?” 51 proc. odpowiedziało — zdecydowanie nie, 27,5 proc. – raczej nie. Mniej lub bardziej zadowolonych było tylko 5,5 proc. Ukraińców, z czego całkowicie zadowolonych – mniej niż 1 proc. Niezadowolonych jest 85 proc. mieszkańców obwodów zachodnich, 80 proc. centralnych, 77 południowych i 73 proc. wschodnich.

KMIS próbował ustalić także na ile odczuwalne są głośno deklarowane przez władze reformy. Ukraińców zapytano: „Przedstawiciele władz mówią, że na Ukrainie rozpoczęto reformy społeczne i ekonomiczne. Czy zgadza się Pan/Pani z tym twierdzeniem?”  Zdecydowanie nie – odpowiedziało prawie 27 proc. a raczej nie – przeszło 28 proc. uczestników badania. O tym, że reformy rzeczywiście są prowadzone zdecydowanie przekonanych jest raptem 3,5 proc. Ukraińców, a kolejne 25 proc. uważa, że raczej tak jest.

Na pytanie czy reformy prowadzone są z sukcesem twierdząco odpowiedziało zaledwie 4,5 proc. uczestników sondażu zdaniem 43 proc. ankietowanych reformatorskie działania władz są nieudolne.

Z innych badań przeprowadzonych przez UCBEiP wynika, że gwałtownie maleje zdolność nabywcza przeciętnego konsumenta. 80-85 proc. Ukraińcom nie wystarcza pieniędzy na żywność, lub stać ich tylko na najelementarniejsze artykuły pierwszej potrzeby. Przy tym na żywność, która w okresie przedkryzysowym pochłaniała ok 20 proc. zarobków statystyczny konsument wydaje dziś ponad 50 proc. swoich dochodów.

Niedługo jednak i ten sposób oceny kondycji ukraińskiej gospodarki może się okazać zawodny. W połowie marca najbardziej znanymi socjologami zajęły się bowiem służby specjalne. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zażądała, by wszyscy członkowie rady naukowej Instytutu Socjologii Ukraińskiej Akademii Nauk stawili się przesłuchanie. Opornym zagrożono aresztem. Oficjalnym powodem takiej decyzji miały być wątpliwości co do kontraktu na badania zawartego przez jedną z placówek badawczych z odpowiedzialną za eurointegrację instytucją podlegającą rządowi. Jednak ani media, ani sami socjologowie nie mieli wątpliwości, że prawdziwy cel funkcjonariuszy SBU był zupełnie inny.

– To nic innego jak próba zastraszania środowiska socjologów. Gdyby rzeczywiście chodziło o jakieś sprawy kryminalne to wzywałaby na przesłuchanie milicja, albo prokuratura. Władze po prostu chcą zastraszyć socjologów, tak jakby to były czasy stalinowskie – oświadczył Jewhen Gołowacha, wiceszef rady naukowej Instytutu Socjologii Ukraińskiej Akademii Nauk, znany z krytycznych analiz m.in. stanu ukraińskich reform ekonomicznych, który jako pierwszy trafił na przesłuchanie.

Gdy sprawą zainteresowały się media szefostwo SBU tłumaczyło, że masowe wzywanie na przesłuchania to „szablonowe działanie śledczego”. Przesłuchań nie odwołano jednak, a uczestniczący w nich profesorowie przed opuszczeniem kazamatów ukraińskiej bezpieki muszą podpisywać zobowiązania do milczenia na temat zadawanych im pytań.

Za kurs hrywny do aresztu

Nie tylko socjologowie, ale i analitycy finansowi powini mieć się jednak na baczności. Kilka tygodni temu ukraińskie media poinformowały o planach urzędników ukraińskiego banku centralnego poirytowanych ciągłymi rozważaniami na temat kondycji hrywny. W odpowiedzi na zapowiedzi analityków prognozujących jej rychłą dewaluację w gabinetach NBU powstał projekt ustawy przewidującej odpowiedzialność karną za „niewłaściwe oceny stanu ukraińskiej waluty”.

„Agencje eksperckie ostatnim czasem coraz częściej poddają krytyce działalność banku centralnego skierowaną na zagwarantowanie stabilności hrywny a ich nieuzasadnione komentarze mają skrajnie niekorzystne konsekwencje dla stabilności makroekonomicznej”, tłumaczył wysoki urzędnik NBU podkreślając, że „w ustawodawstwie wielu krajów znajdują się przepisy, zakazujące publikacji informacji, która może pogorszyć sytuację ekonomiczną”.

A cytowana przez media deputowana rządzącej Partii Regionów Iryna Horyna komentowała inicjatywę bankowców: „Należy przeciwdziałać panicznym informacjom o grożącym załamaniu kursu hrywny. Przecież ludzie potrzebują rzetelnych prognoz specjalistów.”

Zgodnie z projektem publikowanie prognoz kursu hrywny byłoby możliwe tylko pod warunkiem, że autor analizy „będzie prowadził ocenę obiektywnie i beznamiętnie, z przedstawieniem odpowiednich wyliczeń”. Za naruszenie zakazu groziłaby odpowiedzialność karna. Jakie kryteria miałyby pozwolić okreslić poziom „beznamiętności” i obiektywizmu – urzędnicy nie sprecyzowali.

Michał Kozak, ObserwatorFinansowy.pl

Otwarta licencja

http://www.obserwatorfinansowy.pl/wp-content/uploads/2013/12/Otwarta-licencja.png